pl
Godziny otwarcia:
ŚR:11:00-19:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB: 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
Godziny otwarcia:
ŚR:11:00-19:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
pl

Byli rybacy nad Biebrzą w Jagłowie

Kontekst
Jagłowo (gm. Sztabin pow. augustowski, woj. podlaskie) – to malownicza wieś, położona nad Biebrzą o nie spotykanym nigdzie indziej układzie ruralistycznym. Zabudowania gospodarcze (stodoły, obory) położone są w pobliżu rzeki co tworzy wyjątkowy klimat tego miejsca, w którym mogłoby się wydawać – czas się zatrzymał.

Ponad 50 lat temu, w roku 1968 Piotr Szacki wraz z muzealną ekipą filmową odwiedził Jagłowo, by zrealizować film „Rybacy. Połów ryb niewodem” (real K. Chojnacki, P. Szacki, L. Mróz). Nawet wtedy film zrealizowano wyłącznie jako pokaz, bo łowienie niewodem było zabronione, a tytułowa sieć – niewód trafił do muzealnych zbiorów. Dzisiaj tym bardziej nie ma w Jagłowie żadnego niewodu, ale pozostała pamięć, ta bezpośrednia lub przekazywana przez przodków – o tym jak w Jagłowie łowiono kiedyś ryby i jak wyglądało życie w Jagłowie – wsi, do której można się było do I wojny światowej dostać tylko czółnem.

Połów ryb, Jagłowo, 1967 r. , Fot. P. Szacki,

Spotkanie i historia
Nazwa Jagłowo – jak mówi lokalna legenda, pochodzi od nie mogących się pogodzić osadników, ponieważ każdy chciał rządzić i mówił „ja tu będę głową, czyli <ja – głowo>”. Starsi ludzie opowiadali także o zatopionym w Biebrzy wozie – i to miejsce nazywało się „na wozie”, jak się jechało na ryby to mówiło się „na wóz”. Z kolei była taka legenda, że jechał Twardowski, a diabeł sypał przed nim drogę przez bagna – i nawet jest taka droga na bagnie, gdzie faktycznie są duże kamienie, głazy i ona nosi nazwę Czortowa Grobla.

Oficjalne źródła mówią, że miejscowość Jagłowo notowana była w roku 1596 jako Jedlowo i nazwa ta pochodzi od jedli – jodły.
Jagłowo, jak wspominają jego starsi mieszkańcy było kiedyś gwarne, wtedy kiedy żyła rzeka, a wraz z nią ludzie, którzy zajmowali się tutaj rybołówstwem. Sołtys Jagłowa Romuald Jaroszewicz mówi „rzeka dawała kiedyś życie”. To nad rzeką koncentrowało się życie wsi, które widać na filmie Archiwum PME: „Rybacy. Połów ryb niewodem”. Teraz mieszkańcy wsi zajmują się tutaj rolnictwem, hodowlą koni lub bydła. Starsi żyją z emerytury. Są tacy, co pooddawali gospodarstwa w dzierżawy.

Maria Ostrowska, mieszkanka Jagłowa, której rodzina była wywieziona na Syberię i która po wojnie wróciła do rodzinnej wsi wspomina, że kiedyś była tu taka silna więź pomiędzy ludźmi, nikt nikomu nie życzył źle, nikt nie był zazdrosny. Kiedyś młodzi spotykali się po domach, było dużo młodzieży, urządzali zabawy, grali na harmonii lub akordeonie – to byli tacy „samograjkowie”. Te zabawy urządzano co sobotę po kolei w każdym domu – później trzeba było pomóc posprzątać. Było gwarno i tłoczno – przyjeżdżali tutaj z okolicznych wiosek – młodzież i zabawy organizowali. Teraz ludzie bardziej pozamykali się w domach. Nikt już nie organizuje wspólnych zabaw, jedynie zdarzają się takie indywidualne w lecie na podwórku. W kaplicy odbywają się co drugą niedzielę nabożeństwa, które odprawia ksiądz z Suchowoli i w których uczestniczy społeczność Jagłowa. Z kolei na majówkach zbierają się tylko starsze kobiety. Niektórzy spotykają się z sąsiadami w domach, jak dobrze ze sobą żyją, ale coraz mniej mieszka tu rodowitych mieszkańców. Jak mówi sołtys Romuald Jaroszewicz statystyka się zmienia, zameldowanych jest 90 osób, ale mieszka nie więcej niż 30, część domów wykupili przyjezdni. Dwóch z nich próbuje integrować niewielką społeczność Jagłowa, urządzając rokrocznie Mikołaja – podczas którego objeżdża wieś rozwożąc drobne prezenty i licząc na to, że zwyczaj się przyjmie, że ten Mikołaj będzie przez mieszkańców wyczekiwany.

Sama rzeka bardzo się zmieniła przez te kilkadziesiąt lat. Kiedyś była czystsza, szersza bez trzcin, które koszono raz do roku kosiarkami. Biebrza dzisiaj nie odgrywa już roli gospodarczej, jaką miała przed wojną i jeszcze po wojnie do lat 50/60.XX w. Od czasu kiedy powstał Biebrzański Park Narodowy w roku 1993, rzeka Biebrze i rozlewiska wokół niej oraz cały obszar zyskał znaczenie dla turystyki. Na odcinku w Jagowie kończą swój bieg tratwy i kajaki, które można wypożyczyć od zajmujących się tym firm. Część miejscowych, tych którzy wykupują licencję wędkarską łowi ryby na wędkę, ale ryb też jest mniej, mimo tego, iż obszar jest chroniony. Tak się dzieje według miejscowych z powodu spływających ścieków z pól. Kiedyś były tu raki, po których ślad zaginął, a wśród pozostałych ryb jest: miętus, szczupak, sum, lin, płotka, leszcz, jaź, okoń.

Według sołtysa Romualda Jaroszewicza, to co było kiedyś i teraz jest nie do porównania. „To była piękna rzeka, czysta, koszona, doprowadzana do porządku, a dzisiaj cywilizacja wypiera o co było ładne, ścieki spływają z łąk i sprzyja to zarastaniu.”

Po Biebrzy pływa się łodziami tzw. pychówkami – to zwykłe normalne łódki, które tutaj dominują. Wykonuje się je techniką szkutniczą, zestawiając z desek, najczęściej świerkowych. Teraz używa się ich tylko, by „przeprowadzić” krowy na drugą stronę rzeki jak jeden z mieszkańców Jagłowa – Pan Marian Jaroszewicz, który ma pastwisko po drugiej stronie rzeki. Pływa taką łódką, rano, by po przepłynięciu odgrodzić krowy elektrycznym pastuchem od rzeki, żeby nie wróciły oraz wieczorem, by zdjąć pastucha, żeby pływające krowy mogły wrócić na drugą stronę do obory. Jak poziom wody jest wysoki to widać same łby krowie, ale krowy tak jak konie potrafią pływać. Sołtys wozi czasami pychówką swoich gości, a tak – stoi na wodzie i gnije, chociaż wygląda malowniczo zwłaszcza o poranku i zachodzie słońca.

Nikt już nie pamięta jak był kręcony film w roku 1968, ale pamiętają tych, co występowali: Antoniego Pycza, Serafina Pycza, Jan Mojżuka, Wacława Mojżuka, Wacława Siemiona, Adam Szkiłądzia, Konrada Szkiłądzia, Waleriana Haraburdy, Jana Pawełko. W Jagłowie mieszka ciągle wnuczek Serafina Roman Pycz, który nie ma już zamiłowania do łowienia ryb, a po dziadku zostały mu zwykłe kosze na ziemniaki, które dziadek Serafin wyplatał jeszcze w latach 80. XX wieku – zamiast tych na ryby, które zostały przekazane kiedyś do muzeum. Mieszka tu Marek Wojtkielewicz, który także pamięta z opowiadań dziadka Jan Karpowicza, jak kiedyś łowiono ryby i jak dziadek wypływał na tydzień ciągnąc za sobą takie drewniane czółno, kadłubek, do którego wrzucał świeże ryby po złowieniu, żeby się nie zepsuły. Mówi, że w Jagłowie, dawno temu występowały niespotykane nigdzie indziej sieci, np. miroza i niewody, takie jak na filmie, ale teraz nikt już ich nie ma, bo zgodnie z prawem nie wolno posiadać sprzętu uznawanego za kłusowniczy. Pozostała tylko pamięć…

Kadr z filmu „Byli rybacy nad Biebrzą w Jagłowie” zdjęcia Adam Lipiński.

Marek Wojtkielewicz, zapytany dlaczego tu mieszka z dala od miasta, we wsi na krańcach, mówi: „Tu jest najciekawiej, najlepiej. Tu najlepiej smakują ryby. Miasto to dla mnie więzienie, nie ma jak tutaj – nie ma jak w Jagłowie. Wiosna przychodzi to jest pięknie ptactwa tyle naleci…”. Po pobycie w tej wsi – można potwierdzić – nie ma jak w Jagłowie.

Tekst na podstawie wywiadu przeprowadzonego podczas realizacji zdjęć do filmu z Romualdem Jaroszewiczem, Marią Ostrowską, Ewą i Romanem Pycz, Markiem Wojtkielewiczem.
Rozmawiali: Małgorzata Jaszczołt i Grzegorz Szczepaniak.
Autorka tekstu i koordynatorka projektu „7 spotkań, 7 historii”: Małgorzata Jaszczołt.

Projekt ,,7 spotkań, 7 historii”
Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra” oraz środków Samorządu Województwa Mazowieckiego.
Więcej o projekcie tutaj.

2021

2020

2019

2018

2017

2014