pl
Godziny otwarcia:
ŚR:11:00-19:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB: 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
Godziny otwarcia:
ŚR:11:00-19:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
pl

Historia o garbarzu z Suchowoli.

Kontekst:
Suchowola była kiedyś znanym ośrodkiem, w którym funkcjonowało kilka warsztatów garbarskich – obecnie, od lat 90.XX w., nie pracuje żaden. W Suchowoli żyje Pan Adam Korycki, który wystąpił w dwóch dokumentach, zrealizowanych przez PME „Kierat do kruszenia kory garbarskiej” oraz „Obróbka skóry” z roku 1989 i są to jedyne dokumenty z Suchowoli na temat garbarstwa. Garbarstwo jest dziedziną rzemiosła, która nie doczekała licznych dokumentacji. Adam Korycki posiada zachowany warsztat garbarski wraz ze wszystkimi urządzeniami garbarskimi, które wystąpiły na archiwalnym filmie, i które nadal są zdeponowane w dawnych pomieszczeniach jego byłego zakładu. Warsztat nie funkcjonuje od połowy lat 90.XX w., ale sprzęt jest nadal sprawny.

 

Spotkanie i historia

Na widok wygarbowanej przez siebie owczej skóry Adam Korycki mówi „O, jaka ładna skóra na fotel! Można sobie usiąść. Jaka miękka, ciepła, czysta, nic nie brudna, nie śmierdzi wcale – tylko siedzieć i sobie pomarzyć”. Na pytanie „a o czym Pan marzy?” odpowiada: „A o dobrym życiu już teraz, a co tam. Doczekał się człowiek emerytury.”

Obróbką skóry, Koryccy zajmowali się od pokoleń: ojciec, dziadek, stryjek. „Mój dziadek robił, mój ojciec robił i ja to robiłem”. Taka tradycja rodziny o tatarskich korzeniach, a Tatarzy byli dobrymi garbarzami. Pan Adam zaczynał w wieku 16 lat, a wspomina, że może nawet wcześniej. Potem już całe swoje życie zajmował się skórami i garbarstwem, czyli wyprawianiem skór – to słowo niektórym myli się z grabarstwem. Wspomina, że to była pracochłonna robota, a wszystko było robione ręcznie, chociaż jakieś ostatnie lata 80.XX w. z tego co robił to już bardziej maszynowo.

Adam Korycki przed warsztatem garbarskim, Suchowola, woj. podlaskie, 2018 r.,Fot. Piotr Tołwiński. Fotografia ze zbiorów Archiwum PME. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury i budżetu Samorządu Województwa Mazowieckiego.

Adam Korycki opowiada: „Przez 39 lat zajmowałem się garbarstwem, a poza tym inne roboty były: chodniki układałem, różne roboty robiłem – tylko nie kradłem. A po zamknięciu zakładu i oddaniu wszystkich papierów to nawet mi się śniło. Tak byłem wciągnięty i tak lubiłem tę pracę. Nie robiłbym już dzisiaj, bo powiedziałem „nie” i zakończyłem, ale byłem zadowolony i jestem zadowolony z tego zajęcia. Mnie się podobało z tą skórą robić”.

W swój własny samodzielny warsztat Adam Korycki mógł zainwestować dopiero w roku 1984, ale działał on krótko, tylko 5 czy 6 lat – już nawet nie pamięta jak długo, bo później te skóry już „nie szły”, przestawały być modne kożuchy i nie było już ani skór, ani klientów. Pierwsze skóry Adam Korycki wygarbował samodzielnie w wieku 18 lat. Potem pracował w różnych warsztatach: i tutaj w Suchowoli, i w Białymstoku, po 10-12 godzin dziennie, bo trzeba się było wyrobić ze skórami, a „pracy to ja miałem zawsze dużo – mówi – nigdy jej nie brakowało”. Zadowolonych klientów też nie brakowało. Ale potem nie było już zapotrzebowania na wyprawianie skór, zamawianych by szyć z nich kożuchy, kurtki, oraz sprzęt gospodarski jak chomąta i szleje, czy położyć jak dywan. Kiedy Adam Korycki zaczynał pracować wszystko robiło się ręcznie: odmięśniało, skrobało, czyściło, farbowało, tłuściło… używało się kosiska do skrobania, klucza strychowca do ciągania skór, szabejzdra do sierści do skór bydlęcych, fliszówki do „odmięśniania” wymoczonych skór. W skrócie Pan Adam opowiada, że to wyglądało tak: skórę się przyjmowało, piklowano (czyli moczono w kadziach w celu zakonserwowania surowej skóry przed właściwym garbowaniem), odmięśniało, prało, potem farbowało, suszyło i szła do ostatniej obróbki. Maszyny mechaniczne znacznie ułatwiały ten proces: była obcinarka do włosia, rozbijarka, szlifierka i prasowaczka do skór.

Adam Korycki przed warsztatem garbarskim, Suchowola, woj. podlaskie, 2018 r.,Fot. Piotr Tołwiński. Fotografia ze zbiorów Archiwum PME. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury i budżetu Samorządu Województwa Mazowieckiego.

Część procesów pozostawała taka sama przez cały czas: w dużych naczyniach cytrokach moczono skóry w odczynnikach przed wstępną obróbką, potem trzeba je było rozciągać tzw. kluczem, by były sprężyste, odskrobać kosą i „odmięśnić” na desce i na powrót wymoczyć, ale już w korze dębowej, by miały kolor (kruszonej w kieracie tzw. rozwerku, a później już w gotowych barwnikach). Takie skóry przesypane w korze leżały w kadziach przez 4 tygodnie. Jak pojawiła się pleśń – wiadomo było, że są gotowe i trzeba je było suszyć na żerdziach. Potem w drewnianych olbrzymich bębnach (które wykonał miejscowy stolarz), skóry były czyszczone w trocinach. Do bębnów trzeba było wsypać cały worek trocin, wlać 5 litrów benzyny i wrzucało 70 skór i to kręciło się 6-7 godzin. Potem szły do ostatecznej obróbki: rozbijania, szlifowania i „prasowania”.

Wszystkie urządzenia ręczne, mechaniczne i elektryczne pozostały sprawne w jego warsztacie, tuż przy domu w Suchowoli. Nikt ich od 30 lat nie używa, chociaż są sprawne i mogłyby z powodzeniem działać, tylko czasami Pan Adam przychodzi, patrzy, dogląda gospodarskim okiem, włącza… działają… jak wspomnienia z jego pracy… Pozostało pełne wyposażenie, łącznie z wentylatorami do wyciągu. Pozostała też pamiątkowa kobyłka po ojcu. Są jeszcze także zostawione przez klientów, nieodebrane skóry baranie, z dzika, bobra, królicze… Pan Adam przerabiał kiedyś najwięcej skór owczych, ale też lisy, króliki, wydry, kuny, czasem i z wilka… a jak było dużo baranich, to nie brał już innych. Klienci przywozili najczęściej po kilka skór, które znakowano dziurkując, później już stemplowano i wpisywano również do zeszytu, po to by było wiadomo do kogo należą. Jednocześnie Adam Korycki przerabiał od 20 do 70 skór. Na gotowy produkt trzeba było czekać od czterech tygodni nawet do pół roku, ale tylko w takim długotrwałym procesie skóra była dobrze wygarbowana i dobrej jakości. Do farbowania tradycyjnie używało się kory dębowej, którą rozkruszał specjalny olbrzymi kierat do kruszenia kory garbarskiej[1]. Adam Korycki mówi, że skóry garbowane w sposób tradycyjny były mocniejsze, teraz te fabryczne nie są już takie. On sam przerabiał rocznie około 3000 sztuk. Teraz mówi, że gdyby mu wróciły młode lata to nadal garbowałby skóry. Wstawał o 4.00, wracał o 22.00, praca była ciężka, pracował sam, niekiedy z pomocą żony, ale to było jego życie, a on według słów żony Zofii był najlepszym garbarzem nie tylko w Suchowoli, ale i w okolicy.

Praca była ciężka i trzeba ją było pilnować, bo jak się chciało coś mieć, to trzeba jedną pracę lubić” – kończy swoje wspomnienia Adam Korycki, rocznik 1936.

Tekst na podstawie wywiadu z Adamem i Zofią Koryckimi zrealizowanego w ramach projektu „7 spotkań, 7 historii” przez Małgorzatę Jaszczołt i Grzegorza Szczepaniaka.

Autorka tekstu i koordynatorka projektu „7 spotkań, 7 historii”: Małgorzata Jaszczołt


Projekt ,,7 spotkań, 7 historii”. Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra” oraz środków Samorządu Województwa Mazowieckiego.
Więcej o projekcie: https://ethnomuseum.pl/projekty/7-spotkan-7-historii/


[1] Taki kierat do kruszenia kory garbarskiej PME zakupiło w roku 1989 w Suchowoli, a następnie w roku 2004, ze względu na brak miejsca do składowania przekazało oddziałowi Muzeum Podlaskiego w Białymstoku (obecnie Podlaskie Muzeum Kultury Ludowej).

2021

2020

2019

2018

2017

2014