pl
Godziny otwarcia:
ŚR:11:00-19:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB: 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
Godziny otwarcia:
ŚR:11:00-19:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
pl

Historia o rymarzu ze Starej Rozedranki

Kontekst
Stara Rozedranka, wieś na Podlasiu, gdzie jeszcze do lat 80. XX w. funkcjonowały warsztaty zajmujące się obróbką skóry i szyjące uprząż końską oraz chomąta. Warsztat Stanisława Bergiela był już ostatnim w tej wsi. Dzisiaj zachowało się samo miejsce, gdzie był sytuowany oraz kilka jego elementów wyposażenia (stół, tabliczka zakładu).

Spotkanie i historia
Stanisław Bergiel urodził się w roku 1914 w Starej Rozedrance, wsi po Sokółką w woj. podlaskim. Po powrocie z wojennego pobytu w obozie w Stutthoff, gdzie zginął jego brat i gdzie był ofiarą eksperymentów medycznych, wrócił ważąc 28 kg do rodzinnej wsi. Syn Henryk wspomina, że jak słyszał później „rok czasu nic nie robił tylko pił surowe jajka, dobrze się odżywiał i dopiero wtedy doszedł do siebie”. W roku 1947 ożenił się i zamieszkał w rodzinnym gospodarstwie. Pierwszy syn Tadeusz urodził się w roku 1948, a później jeszcze kolejni (jedno dziecko zmarło): Henryk, Stanisław, Antoni, Teresa i Elżbieta. Dwie siostry Halina i Janina już nie żyją[1]. Wszyscy rodzili się tutaj w domu, dzisiaj mieszka w nim syn Stanisław z rodziną, inni wyjechali do Sokółki i podsokólskich wsi.

Zakład rymarski Stanisława Bergiela, Stara Rozedranka, Fot.P.Szacki 1988, Zbiory PME.

Rymarstwo
Stanisław Bergiel miał swoje gospodarstwo rolne, ale zajął się także rymarstwem, którego nauczył się od szwagra i na początku z tym szwagrem pracowali wspólnie. W latach powojennych wszystkim było ciężko – jak wspomina rodzeństwo, dlatego przy ósemce dzieci trzeba było jeszcze dorobić, stąd przypuszczalnie pomysł z rymarstwem. Konie odgrywały do lat 70. XX w. ważną rolę jako siła pociągowa, stąd zapotrzebowanie na cały koński rynsztunek, a Stanisław Bergiel wyrabiał wszystko, co było potrzebne do końskiego zaprzęgu: chomąta, duhy, kantary, uzdy, lejce, podogonniki. Synowie pomagali od najwcześniejszych lat i w gospodarce i przy rymarstwie: przy wyrabianiu skór, szyciu. Córki raczej chodziły w pole, zajmowały się domem i młodszymi dziećmi. Teresa i Elżbieta wspominają, że dużo tej pracy było, nawet po szkole, ale rymarstwo nie należało do ich obowiązków, bo było uważane za męską robotę. Robili chłopcy. Najwięcej Henryk i Antek. Córka Teresa mówi: „ja dużo pracowałam na polu. Najwięcej może z dziewczyn to ja pracowałam.” Mama Leonarda dorabiała jako krawcowa, a pomagała im jeszcze niezamężna siostra ojca.

Stanisław Bergiel jak nie pracował w 7-hektarowym gospodarstwie, to wieczorami od wiosny do jesieni, a zimą całe dnie przebywał w swoim warsztacie, który miał w domu na strychu. Dzisiaj nie wiadomo już dlaczego tam, w drugiej części przez jakiś czas po wojnie była szkoła, ale później już nie. Córka Elżbieta mówi „Nie wiem właśnie, może dlatego, że nie było miejsca w domu, a strych był wygospodarowany. Trzeba tam było wejść po drabinie, co może było pewnym utrudnieniem, żeby wciągać na górę materiały, skórę i drewniane kleszczyny na chomąta, a potem ściągać wyroby”. Wchodzenie po drabinie przez Stanisława Bergiela widać zresztą na muzealnym zapisie z roku 1989 „Wykręcanie skóry” (realizacja: Piotr Szacki, Jacek Sielski), który nie został zmontowany jako film, a dzisiaj jest utrwalonym wspomnieniem po nim.

Tam na tym strychu warsztat był w pełni zorganizowany: półki na narzędzia, stoły, ganek na który wychodził zapalić papierosa jak wspominają jego bliscy. Czasami znosił do kuchni ławkę rymarską – tzw. konik, i tu zszywał techniką naprzemienną uzdy czy inne paski.

Klienci sami przyjeżdżali po te towary do domu, ale co poniedziałek Stanisław Bergiel jeździł na rynek do Sokółki i tam był uznawany za najlepszego rymarza. Syn Henryk mówi „Bo tam z Kuźnicy taki facet był nieduży, robił byle jak, a tutaj dokładnie było zrobione. Przychodzili też do ojca prosić o pomoc, coś kupić na tym rynku, coś naprawić, a on nikomu nie odmawiał”. Dalej córka Elżbieta wspomina „Nas zabierał do Sokółki na rynek – to myśmy się przy okazji załapali żeby przejechać się do miasta. Cieszyli my się, że do miasta z ojcem jedziemy. I to takie życie nasze było.”

 

Technologia
Najpierw Stanisław Bergiel kupował surowe krowie skóry. Trzeba ją było wymoczyć
w zaprawie z mąki żytniej z dodatkiem ałunu, zostawić na tydzień czy dwa, a później ściągało się kosą sierść i wtedy ta skóra była suszona. Jak wyschła, była smarowana różnymi olejami i wykręcana w kręciołce, czyli w takim kieracie, który jest za oborą i chodził z koniem, a skóra była wykręcana raz w jedną, raz w drugą stronę, godzinę albo dwie, aż była miękka. Potem trzeba było ją rozprostować na takim urządzeniu, którego nazwa została zapomniana, a potem była już gotowa do cięcia i szycia.

Antek szył sporo na ławce rymarskiej z imadłem, które ściskało materiał, a potem szydłem trzeba było robić dziurki i szyć jak na maszynie, tylko ręcznie.

Kleszcze do chomąt Stanisław Bergiel kupował gotowe z drewna brzozowego we wsi Wilcza Jama, a reszta była szyta w warsztacie. U córki Elżbiety z tych wszystkich lat pracy i wykonanych wyrobów, zostały tylko dwa chomąta i uzda, Może jeszcze są gdzieś u ludzi, ale nie wiadomo co u kogo. Na strychu jest jeszcze tylko kilka narzędzi i tabliczka warsztatu z napisem „Warsztat rymarski. S. Bergiel. Rozedranka – Stara. „To są ostatnie rzeczy po tacie.”

 

Surowy ojciec i najlepszy dziadek
We wspomnieniach synów Stanisław jest ojcem surowym, dla córek bardziej pobłażliwym. Córka Teresa ocenia „Tak, był bardzo dobrym ojcem. Nie ma co narzekać, bo jak coś trzeba było człowiek gdzieś pojedzie – pieniądze zawsze dawał, nie było problemu. Jak też siostra ojca żyła, pomagała nam – pilnowała nas, na to nie mam co narzekać”. Lecz najlepszym dziadkiem dla pierwszej wnuczki Bożeny, która, tak wspomina dziadka: „To był bardzo fajny dziadek, którego bardzo, bardzo kochałam. O co nie poprosiłam – to dostawałam. Dziadek jeździł na rynek do Sokółki, a ja chodziłam tam po szkole. Dziadek szedł do kolegów i mówił do mnie <co sprzedasz to Twoje>. Kiedyś pamiętam, że uzdy sprzedałam i dziadek mówi <oddawaj pieniążki> a ja <przecież dziadek mówił, że co sprzedam to moje> – dziadek bardzo lubił jak się o coś prosi i zostawił mi te 45 zł które zarobiłam. Miałam wtedy chyba 12 lat”. Ze swoimi wyrobami jeździł także do Białegostoku jeszcze do końca lat 80. XX w. Później już na te wyroby nie było takiego popytu i Stanisław Bergiel powoli zaczął się wycofywać z tej produkcji.

Ale dopóki zajmował się rymarstwem, jak opowiada Bożena Żukowska miał „Na strychu swoje siedlisko, z którego rzadko wychodził, miał konika na którym siedział i szył, nawet dla piesków obroże. Dziadek miał bardzo dobrą opinię. Ludzie woleli brać od niego bo wyroby ręcznie szyte były mocniejsze. Dziadek dużo pracował. My wnuki, to bardziej broiliśmy niż pomagaliśmy. Kiedyś z bratem pocięliśmy jedną skórę – z 6-7 lat mieliśmy, wtedy to dziadek głośno na nas krzyczał. Z różnych ścinków skóry robiliśmy warkocze”. Dziadek lubił też zapalić i wypić, miał swoje odzywki. Przy obiedzie musiała być seteczka. Dla zdrowotności. Potem rzucił palenie, bo miał problemy z sercem. Dlatego, że byłam pierwsza wnuczka, umiałam podejść do człowieka – przytulić się, powiedzieć <dziadku, dziadeczku kochany>. Także mnie chyba najbardziej lubił. Nie chyba tylko na pewno! No to taki był dziadek”.

O swoich złych wspomnieniach z obozu opowiedział dopiero pod koniec życia, jak był chory. Przeprowadzano na nim „doświadczenia”, które polegały na tym, że wycinano fragmenty skóry i przykładano takie „zarazy”. Bożena Żukowska pamięta, że „Dziadek miał taką suchą jedną nogę i takie czarne – plamy. Jak byliśmy mali i pytaliśmy <Dziadku co Tobie jest?> odpowiadał, że „Kule armatnie strzelały w niego, coś tam takiego”.

Do 14 roku życia wnuczka Bożena spędzała u dziadków wszystkie święta i wakacje, później już wiadomo przyjeżdżała rzadziej z pobliskiej Sokółki, gdzie mieszkała, bo chciała być z koleżankami, młodość – wiadomo. Ostatnie spotkanie z dziadkiem pamięta że przyjechała jesienią lub przed Bożym Narodzeniem i dziadek leżał w łóżku i powiedział „ja odejdę, a żeby tylko była pogoda – żebyście nie musieli tam kopać tego dołu”. Zmarł w lutym, padał wtedy deszcz – jak zapamiętała – mrozu nie było. Miał 88 lat. „Dziadek chciał żyć, a teraz go brakuje, inaczej jest. Nie ma do kogo jeździć, a człowiek tu pół życia spędził. Nie ma dziadka. Nie ma babci. Jedyna materialna pamiątka po dziadku to krzyż walecznych, który dostał za pobyt w obozie. A tak to po dziadku mam – wspomnienia. Dobre wspomnienia to mam po dziadku”.

W sierpniu 2020 roku, po 30 latach postanowiliśmy „naprawić” archiwalny film i pojechaliśmy do Starej Rozedranki, by nagrać wspomnienia synów, córek i wnuczki i wkomponować je w ten nie najlepszej jakości zapis techniką video ze Stanisławem Bergielem, co robił najlepsze uprzęże końskie w okolicy. Efekt tego nagrania zobaczycie tutaj: https://bit.ly/7_filmów_rymarz_Bergiel

Tekst na podstawie wywiadu z Henrykiem Biergielem, Stanisławem Bergielem, Tadeuszem Biergielem, Teresą Małyszko, Elżbietą Wasilewską, Bożeną Żukowską
Rozmawiali: Małgorzata Jaszczołt i Grzegorz Szczepaniak.
Autorka tekstu i koordynatorka projektu „7 spotkań, 7 historii”: Małgorzata Jaszczołt

Projekt ,,7 spotkań, 7 historii”
Dofinansowano ze środków Muzeum Historii Polski w Warszawie w ramach programu „Patriotyzm Jutra” oraz środków Samorządu Województwa Mazowieckiego
Więcej o projekcie: https://ethnomuseum.pl/projekty/7-spotkan-7-historii/


[1] Na skutek urzędniczej pomyłki część rodzeństwa nosi nazwisko Bergiel (właściwe), a część Biergiel

2021

2020

2019

2018

2017

2014