pl
Godziny otwarcia:
WT: 10:00 – 17:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00 – 17:00
ŚR: 11:00 – 19:00
CZW: 10:00 – 17:00
PT: 10:00 – 17:00
SOB: 10:00 – 18:00
ND: 12:00 – 17:00
Godziny otwarcia:
WT:10:00 – 17:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00 – 17:00
ŚR: 11:00 – 19:00
CZW: 10:00 – 17:00
PT: 10:00 – 17:00
SOB 10:00 – 18:00
ND: 12:00 – 17:00
pl
Godziny otwarcia:
WT: 10:00 – 17:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00 – 17:00
ŚR: 11:00 – 19:00
CZW: 10:00 – 17:00
PT: 10:00 – 17:00
SOB: 10:00 – 18:00
ND: 12:00 – 17:00
Godziny otwarcia:
WT: 10:00 – 17:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00 – 17:00
ŚR: 11:00 – 19:00
CZW: 10:00 – 17:00
PT: 10:00 – 17:00
SOB 10:00 – 18:00
ND: 12:00 – 17:00
pl

BLOG: Kobiece ręce

Rzeczy z którymi stykały się kobiece ręce
Każde muzeum[1] jest przesycone rzeczami, ponieważ deponowanie pamięci w rzeczach jest podstawową  funkcją muzealną. Zbiory Państwowego Muzeum Etnograficznego w Warszawie liczą ponad 80.000 artefaktów oraz 275.000 archiwaliów, co jest liczbą imponującą. Każdy przedmiot wytworzył i używał człowiek: kobieta, mężczyzna, niekiedy dziecko, każdy jest naznaczony ludzką ręką – godzinami tworzenia i często latami, dziesięcioleciami, a nawet stuleciami używania. Wszystko co było niegdyś na wsi wytwarzane, miała cechować trwałość i jakość, która gwarantowała długie istnienie i tysiące dotknięć. Mężczyźni-rzemieślnicy wytwarzali te przedmioty, które wymagały wyspecjalizowanych warsztatów jak bednarz, który robił beczki, konewki i balie, stolarz, który wykonywał skrzynie i inne meble, tokarz, który toczył kołowrotki, zwane kółkami, czy kowal, który kuł motyki, gracki, sierpy…
Kobiety były domowymi rękodzielniczkami, prządły, tkały, dziergały na drutach i szydełku, haftowały, szyły, zajmowały się domem i dziećmi.

Czarno-białe zdjęcie. Starsza kobieta siędząca na krześle. Ubrana w strój Laszki Sądeckiej. W dłoniach trzym koszulę.

Kobieta w stroju Laszki Sądeckiej. Fot. Mieczysław Cholewa

Brały w ręce narzędzia, które wytworzyli swoimi wprawnymi rękami mężczyźni: ojcowie, mężowie, narzeczeni, rzemieślnicy. Pragmatyczny musiał być kiedyś nawet prezent – to jak dzisiaj dostać mikser, robot kuchenny lub żelazko. Przedmiotem darów narzeczeńskich były przęślice maglownice, podhalańskie łyżniki – wszystkie wymagały wprawnych męskich rąk, by je ozdobić misterną snycerką, by potem te kobiece mogły pracować przędząc wełnę lub len, prasując ubrania lub odłożyć umyte łyżki.
Czy można policzyć ilu przedmiotów znajdujących się w zbiorach PME mogły dotykać kobiece ręce?  Ręce wykonujące każdego dnia niezliczoną ilość czynności –  tych prozaicznych, związanych z zapewnieniem fizycznego bytu, ale i obrzędowych oraz estetycznych, zapewniających wnętrzom kolor i przytulność w postaci bibułkowych kwiatów, firanek, makatek i dywanów.

Kobiety pieką, gotują, karmią
Do kobiet przynależały naczynia, zwane kiedyś „statkami” i cały zestaw do przetwarzania pożywienia: miarki, szufelki, sita, stolnice, dzieże do zagniatania ciasta (ale i kąpania niemowląt), ceramiczne, drewniane  oraz słomiane misy do formowania chleba, bo jego cotygodniowe pieczenie należało do bezwzględnych obowiązków gospodyni. Chleb był zagniatany w drążonej w pniu drewna lub klepkowej w dzieży. Wyrośnięte i uformowane ciasto wkładano i wyjmowano
z pieca przy pomocy łopaty, na której podczas pieczenie kobieta trzykrotnie podrzucała ogień. Od kilku lat domowe pieczenie chleba, jako synonim domowego życia skoncentrowanego wokół tej niezwykle ważnej czynności i najważniejszego elementu pożywienia – chleba powszedniego, który występuje i w słowach modlitwy i życzeń – by go nigdy nie zabrakło. Pieczenie chleba staje się coraz bardziej wszechobecne, nasilone jeszcze mocniej w czasie pandemii jako czynność jednocząca domowników wokół tego wyobrażonego ogniska jakim jest piec, a dzisiaj piekarnik.

W muzeum jako cześć konstruktu i wspomnienie pieca jest zachowana płyta z fajerkami, drzwiczki piecowe oraz pogrzebacz. Są także sagany żeliwne, rynki i tzw. dreyfusy, czyli trójnożne podstawki pod sagany, które służyły do cieplnej obróbki pożywienia. Dzisiaj nie znajdziemy w nich śladu gotowanych potraw, ale możemy je sobie wyobrazić: skrzący się piec i krzątającą się od świtu gospodynię, wstającą jako pierwsza i oporządzającą inwentarz. To kobiety pilnowały całego porannego „oprzętu” inwentarza, przygotowywały tzw. żarcie dla świń wlewając je do koryt, rozrzucała siano dla bydła, pocięte na sieczkarni, karmiła drób: kury, kaczki, gęsi sypiąc do drewnianych karmideł. Sadzała w słomianych koszach kury nioski do wysiadywania jaj. Do kobiecych obowiązków należało dojenie krów, które odbywało się dwa lub trzy razy dziennie,  przetwórstwo mleka także należało do nich. Kiedyś dojono do drewnianych skopków, później metalowych wiader. Przeznaczone później na ser mleko, zlewały do glinianych naczyń, aby się zakwasiło. Następnie na płycie pieca odważały je i wkładały do lnianych woreczków, które później były wyciskane w prasach do sera. Z kolei z zebranej w odciągarce śmietany gospodynie biły masło w masielnicach, inaczej zwanymi kierzankami, a dla nadania określonej miary oraz uzyskania estetycznego wyglądu, w niektórych regionach (Śląsk, Pomorze) wkładały masło do drewnianych foremek na których odciskiwały się wzory geometryczne, roślinne lub zoomorficzne.

Drewniana foremka do masła z rzeźbiarskim ornamentem kwiatowym, pochodzenie nieznane, wyk. przed 1939 r. Fot. E. Koprowski

Drewniana foremka do masła z rzeźbiarskim ornamentem kwiatowym, pochodzenie nieznane, wyk. przed 1939 r. Fot. E. Koprowski

Kobieta to także higiena, sprzątanie pranie, prostowanie, prasowanie
W miesiącach ciepłych prano w potoku lub w rzece, klepiąc kijanką. Zimą pranie odbywało się w domu w niecce lub balii na drewnianej, blaszanej lub metalowej tarze. Dla wybielenia stosowano ług (środek wybielający z dodatkiem sodu, na wsiach sporządzany z popiołu). Wraz z rozpowszechnieniem mydła drobne przepierki wykonywano w metalowych miskach. Dużym ułatwieniem w praniu było pojawienie się po II wojnie św. pralek wirnikowych typu „Frania”. Wysuszoną na dworze bieliznę, należało później wymaglować na maglownicy. W tym celu nawijano na wałek odzież, pościel, obrusy, ścierki, kładziono na czystym prześcieradle na stole, a następnie mocno przyciskając „jeżdżono” maglownicą do momentu, aż materiały zaczynały się lustrzyć czyli świecić. „Prawdziwe” prasowanie odbywało się przy pomocy ciężkich żelazek ogrzewanych węglem lub żelazną „duszą”.

Zboże, warzywa, owoce, len i kwiaty ogarniają kobiety
O kwiatowy ogródek – znajdujący się przy chacie od drogi, który był widoczną wizytówką ich pracowitości – dbały dziewczęta, używając gracek do spulchniania ziemi i wyrywania niepożądanych chwastów. Pieczołowicie uprawiały na grządkach rośliny, tworząc kwiatowe kompozycje z narcyzów, georginii, piwonii, astrów, rutki zielonej. Pragnieniem dziewczyny było to, aby rutka rosła jak najbujniej i zwracała oczy chłopców. Ważny był też lubczyk – ziele miłości do pobudzania serc chłopców. W przydomowych ogródkach warzywnych gospodynie uprawiały kapustę, cebulę, ogórki, czosnek, dynię, marchew, pasternak, buraki ćwikłowe, boćwinę, jarmuż, bób, rzepę, fasolę groch, koper, miętę. W polu kobiety zajmowały się natomiast roślinami okopowymi: sadzeniem, okopywaniem, kopaniem buraków i ziemniaków przy pomocy kopaczek. Doglądały także obrywania owoców w sadzie i składały je do wiklinowych koszy. Do nich należało także żęcie zboża sierpem, a w okresie zimowym pomoc przy młocce za pomocą cepów.

Rośliną, której pielęgnacją i obróbką niemalże w całości zajmowały się kobiety był len, począwszy od kilkakrotnego pielenia, poprzez wyrywanie i jego dalszą. Po przewiezieniu do stodoły len poddawano cozganiu, ogławianiu czyli wyrywaniu główek przez obijanie klepaczką, lub młócenie cepami, lub za pomocą drewnianego bądź żelaznego grzebienia zwanego rafem. Następnie po roszeniu w rzece odbywało się tarcie czyli międlenie, polegające na łamaniu łodyg, w wyniku którego oddzielano na międlicy lub cierlicy (rodzaj pojedynczych i podwójnych drewnianych „nożyc”) zdrewniałe ich części. Wraz z włóknem pozostawały jeszcze tzw. paździerze, które ostatecznie eliminowano w kolejnych fazach obróbki trzepiąc na trzepaku oraz czesząc na metalowych gwoździanych szczotkach. I tak uzyskiwano „lniane włosy”, które były gotowe do przędzenia.

Kobiety przędą i tkają swój los
Czynności które w sposób znaczący opisywały los kobiet było przędzenie i tkanie, związane z fizycznym i symbolicznym przędzeniem podczas którego powstawała nić, utożsamiana z tworzeniem linii życia. Przędzenie wełny i lnu kobiety zwykle zaczynały w listopadzie, kiedy było więcej czasu po ukończeniu prac polowych. Przez okres zimowy odbywało się w domu, ale w cieplejszych porach roku – w miarę wolnego czasu – przędzono także na dworze. Nierzadko – podobnie jak w przypadku innych monotonnych i długotrwałych prac – kobiety zbierały się w grupie, codziennie u innej gospodyni. Przędzenie odbywało się przy pomocy przęślicy i wrzeciona (starszy sposób) lub na kołowrotku (młodszy). Przeznaczone do przędzenia włókno (kądziel) należało nadziać na krężel przęślicy. Lewą ręką prządka wyciągała pasemka włókien – dla nadania lepszego skrętu śliniła palce lub macza w kleju tkackim (sporządzonym z wody i mączki ziemniaczanej) lub słodzonej wodzie. By nie zabrakło śliny, prządki żuły zwykle suszone owoce (żurawiny, gruszki, śliwki) lub kwaśne cukierki. Prawą ręką wprawiano w ruch wrzeciono, które opadało w miarę przędzenia w dół do ziemi. Po jego opadnięciu prządka nawijała na wrzeciono wyprzędzioną nić. Następnie powtarzała te same czynności. Kołowrotek zaczął się rozpowszechniać na wsi pod koniec XIX w. Znacznie przyspieszył pracę, ponieważ umożliwił jednoczesne przędzenie i nawijanie, a prządka dzięki zastosowaniu pedała mogła używać jednocześnie obydwu rąk. Ruch obrotowy koła spowodował stały obrót wrzeciona, zapewniając ciągłość przędzenia. W ciągu dnia dobra prządka mogła wyprząść 1-1,5 kg wełny.

Po uprzędzeniu nić motano na motowidle ręcznym lub stojakowym (które jednocześnie służyło do odmierzania przędzy). Zdjętą przędzę należało wyprać (ewentualnie wygotować z dodatkiem ługu lub ufarbować) oraz wysuszyć. Dalej z koziołka czy wijadła, albo po prostu z krzesła nawijano przędzę na motki, kłębki, szpule cewkowe (w celu założenia nici wątku do czółenka tkackiego) lub osnowowe. Czynność ta odbywała się także przy pomocy potaka, szpularza. Skomplikowanym procesem było snucie osnowy na snowadle. Zdarzało się, że we wsi były jedna lub dwie snowaczki, które dokonywały snucia dla okolicznych gospodyń (ale także dla rzemieślników: tkaczy i tkaczek). Nasnutą osnową należało zasnuć krosna, czyli założyć na nawój nadawczy. W warsztat tkacki zaopatrzone były prawie wszystkie gospodarstwa. Na potrzeby domowe tkały kobiety. Mężczyźni zajmowali się tkactwem w tych rejonach gdzie występowała produkcja na zbyt. Tkano w okresach wolnych od prac polowych najwięcej zimą, ale również jesienią i wczesną wiosną, tak aby zdążyć ze wszystkim do Wielkanocy. Wtedy dopiero warsztat rozbierano, żeby nie zajmował zbędnie miejsca. Tkaczka siedząc lub stojąc podnosiła przez naciskanie podnóżka jedną z nicielnic, w tym momencie powstawała wolna przestrzeń tzw. ziew przez który przerzucała czółenko z nitką wątku. Uderzeniem płochy przybijała ją do utkanego już kawałka płótna. W taki sposób te same czynności były powtarzane nieustannie.

Szycie to tworzenie formy
Utkane płótno oraz lepsze gatunki przędzy, przeznaczone do szycia, poddawano w dalszej kolejności procesowi bielenia. Bielenie przebiegało w dwóch fazach: najpierw na praniu, gotowaniu (czasami z użyciem sody lub później proszku), ługowaniu (w płynie z popiołem brzozowym, wierzbowym lub topolowym), a następnie na właściwym bieleniu przy udziale promieni słonecznych. Płótno (lub przędzę) rozkładano na trawie, przywiązując je do wbitych w ziemię kołków lub rozpinając na drewnianej konstrukcji. Od czasu do czasu należało je polać wodą, dlatego dobrze jeśli w pobliżu była jakiś zbiornik wodny. Czynność tę powtarzano dwu lub trzykrotnie, gdyż uważano, że im dłuższe bielenie tym płótno bielsze. Uważano, iż najlepiej jeśli bieleniem płótna zajmowały się panny, ponieważ bielące się płótno upodabniało się do „ich niewinnych, białych jak śnieg dusz”. Większość tkanin potrzebnych do ubioru, służących jako pościel, obrusy a także dywany do wystroju wnętrza  wykonywano w ramach własnego gospodarstwa. Grube lniane i konopne tkaniny przeznaczano na odzież codzienną, worki, ścierki, delikatniejsze płótna służyły do stroju odświętnego oraz na obrusy i ręczniki, wełniane samodziały zaś na spódnice, fartuchy, zapaski, kapy na łóżko, chusty, dywany, derki. Ze względu na oszczędność wełny czasami do tkanin wełnianych stosowano osnowę lnianą lub konopną. W latach powojennych popularnością cieszyły się chodniki szmaciaki, robione z gorszych gatunków wełny lub po prostu ze starej zużytej odzieży. Współcześnie tkactwo to rzemiosło „elitarne”. Zajmują się nim głównie kobiety i najbardziej popularne jest na Podlasiu. Tkaczki wykonują kapy na łóżka, chodniki, ale też tkaniny artystyczne jak dywany dwuosnowowe.

Do kosza można coś zebrać i z koszem zarobić
Większość wyprodukowanego płótna wykorzystywano w domu, ale ewentualne nadwyżki były sprzedawane na targu, najczęściej przez same wytwórczynie. Kobiety sprzedawały także wytworzone przy ich współudziale we własnym gospodarstwie produkty: jajka, sery, masło lub zebrane jagody czy grzyby prezentując je w różnorodnych koszykach. Uzyskane ze sprzedaży pieniądze trafiały do „kasy gospodyni”, przeznaczanej na: sól, cukier, zapałki, naftę, ocet, części stroju. W małych miastach i miasteczkach do dzisiaj spotkać można wiejskie gospodynie oferujące na targach swe towary klientom miejskim. Koszyczki, koszyki, kosze, dzbanki z korzenia sosny, przydawały się także do zbierania jagód, poziomek, malin, jeżyn, głogu, borówki, tarninę, grzyby (latem i jesienią) chodziły do lasu całe grupy kobiet, często z dziećmi. Przydawały się też metalowe emaliowane kanki i wiadra.

Koszyk pleciony z korzenia owalny z płaskim dnem, z dwiema pokrywkami u kabłąkiem, Myszyniec, woj. mazowieckie, wyk. przed 1947, Fot. E. Koprowski

Koszyk pleciony z korzenia owalny z płaskim dnem, z dwiema pokrywkami u kabłąkiem, Myszyniec, woj. mazowieckie, wyk. przed 1947, Fot. E. Koprowski

 

W rękach kobiet szydełko, druty, igła
Posługiwanie się szydełkiem i drutami (dwoma lub pięcioma) znane było także na wsi, ale zaczęło się rozpowszechniać dopiero po I wojnie światowej. Technikami tymi wyrabiano potrzebne elementy odzieży, wykorzystując różnokolorowe wełny, później fabryczne włóczki, takie jak skarpety, rękawice, swetry, czapki, kamizelki, czapki, szaliki. Na przełomie XIX i XX wieku szydełka używano przede wszystkim do wyrobu naczółków (przednia część czepka do stroju wałaskiego). Na terenie Mazowsza powstawały koronki, którymi obszywano brzegi zapasek, krawędzie mankietów i kołnierzyków koszul. Później zaczęto obrabiać brzegi ozdobnych kap na łóżko, ręczników, obrusów. Już bardziej współcześnie powstawały małe serwetki, olbrzymie serwety, firanki, pokrowce na poduszki. Zdobieniem stroju odświętnego – który miał za zadanie przykuwać wzrok – zajmowały się młode dziewczęta i kobiety; haftowały, wyszywały, naszywały koraliki, cekiny, sieczkę (szklane rureczki) na gorsety, kaftaniki oraz inne elementy  odzieży. Ręczny haft dziurkowy (angielski, biały) wymagał znajomości trudnych technik i był niezwykle czasochłonny, dlatego też hafciarki wykonywały często swoje wyroby nie tylko na potrzeby własnej rodziny, ale i najbliższego otoczenia. Haft ten zdobił najczęściej mankiety i kołnierze koszul. W hafcie pełnym (płaskim) występuje rozmaitość ściegów, kolorów, motywów. Haft ten pojawia się na koszulach zarówno damskich, jak i męskich, gorsetach, kieckach, fartuchach, a współcześnie na poduszkach, makatkach. Do wyspecjalizowanych zajęć kobiecych należy koronka klockowa oraz igłowa. Techniką tą wykonuje się naczółki czepków do stroju cieszyńskiego oraz serwetki.

Zręczne ręce bibuła, papier i nożyce
Kobiety to nie tylko proza życia, ale i estetyka. Wiele wysiłku wkładały kobiety w urządzenie izby. Szczególną uwagę zwracając na widoczne od drogi okna. Na parapecie ustawiano żywe kwiaty (mirt, pelargonie, asparagus, balsaminy, oleandry). Dodatkowym elementem były wykonywane przez nie papierowe lub siatkowe firanki. Lubiane były też kolorowe kwiaty z bibułek lub kolorowego papieru, które zdobiły święte obrazy. Ustawiano je w wazonikach w świętym kącie. Najczęściej nowe akcesoria były przygotowywane w związku z rocznym cyklem obrzędowym z okazji Wielkanocy i Bożego Narodzenia. Na Boże Narodzenie pojawiały się też pająki ze słomki, kolorowego papieru i włóczki oraz światy z opłatka. Wycinanki z kolorowego papieru rozpowszechnione były przede wszystkim w Polsce centralnej: (Kurpie, Łowickie, Kołbiel, Rawskie, Opoczyńskie) Przeznaczano je do wystroju ściany na której usytuowane były obrazy. Powstawały przy pomocy nożyc do strzyżenia owiec, którymi należało umiejętnie władać. W rękach kobiet nożyce te służyły do szycia, ale też przy ich pomocy powstawały różnorodne ozdoby z papieru: firanki, wycinanki. kwiaty.

Biały dzbanek z uchem zdobiony ornamentem malarskim, Bolimów, woj. łódzkie, 1922, Fot. K. Wodecka

Biały dzbanek z uchem zdobiony ornamentem malarskim, Bolimów, woj. łódzkie, 1922, Fot. K. Wodecka

Jeśli chcecie zobaczyć przedmioty z którymi stykały się kobiece ręce, zapraszamy do odwiedzenia naszych wystaw „Czas świętowania w kulturze polskiej oraz kulturach europejskich” i „Porządek rzeczy. Magazyn Piotra B. Szackiego”.

Przez pryzmat wyobraźni możemy wrócić do czasów, kiedy wszystkie muzealne przedmioty służyły ludziom w ich codziennym życiu, teraz służą naszym oczom, ewokują wspomnienia, pobudzają zmysły.

Autorka: Małgorzata Jaszczołt, Kuratorium Etnograficzne PME.


[1] Wykluczając muzea narracyjne, w których jest więcej idei, a mniej rzeczy, ale idee także są powołanymi przez ludzi rzeczami

2021

2020

2019

2018

2017

2014