pl
Godziny otwarcia:
WT:10:00-17:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB: 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
Godziny otwarcia:
WT:10:00-17:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
pl

Siłownia

Miejsce kultowe

Wśród tekstów antropologicznych traktujących o sporcie, ćwiczenia siłowe wraz z swym polem znaczeniowym stały się wdzięcznym obiektem analiz. Mody na różne formy aktywności fizycznej są wypadkową obyczajowości, pozostają ściśle sprzężone z rolami przypisywanymi płci w konkretnym momencie historycznym i społeczeństwie. Nie stanowi więc zaskoczenia niegdysiejsze łączenie kultury siłowni (gym culture) w konstruowaniu kategorii męskości. Współcześnie, wraz z właściwym dla późnej nowoczesności, wymogiem samodzielnego kreowania własnej tożsamości – głównie w oparciu o ciało – aktywność na siłowni pozostaje istotnym atrybutem pozwalającym na manifestowanie otoczeniu identyfikacji kulturowych i społecznych,  świadczącym o respektowaniu norm moralnych i zdrowotnych. Siłownia, niegdyś nieodzownie łączona z kulturystyką, współcześnie nadal wpisuje się w transgresyjne użycie ciała, a jednocześnie jest ściśle powiązana z konsumpcyjnym stylem życia. Takie właśnie przedstawienie dominuje w aktualnej krytyce kulturowej.

„Ciało idealne” i pionierzy „żelaznego sportu”
Każda dobra historia musi mieć wyrazistych bohaterów. Nie inaczej jest w przypadku sportów siłowych. W większości okcydentalnych narracji dotyczących kultury fizycznej, za jej prekursorów uważa się Hellenów. Zgodnie z antycznymi założeniami, aby stać się kallos – pięknym i sthenos – silnym, wystarczył trening wykorzystujący masę własnego ciała. Opracowana w dobie antyku kalistenika to jeden z pierwszych udokumentowanych systemów treningowych, dzięki któremu umięśnione i wyrzeźbione sylwetki starożytnych sportowców do dziś są wzorem tego, jak powinien wyglądać prawdziwy atleta. „Wyrzeźbiona sylwetka” w postaci antycznego posągu odsyła nas bezpośrednio do gry w procesy tworzenia reprezentacji. Już w samym słowie „reprezentacja” ukazuje się nam funkcjonalna dwoistość te­go pojęcia. Jest to zarazem „re-prezentacja”, czyli ponowne uobecnienie rze­czy jak i „reprezentacja”, czyli przedstawienie rzeczy. Wyobrażenie na temat „ciała idealnego” i możliwości jego zaistnienia dobrze obrazuje poniższy przykład.

Eugen Sandow, 1894, for. Benjamin J. Falk, domena publiczna

Eugen Sandow (1867-1925), uważany jest za pioniera współczesnych sportów siłowych. W wieku młodzieńczym, podczas podróży do Rzymu uległ fascynacji sztuką starożytną. W późniejszym okresie odwiedzał muzea posiadające kolekcję antycznej rzeźby, w celu fizycznych pomiarów posągów. Zebrane wymiary wykorzystał w opracowaniu proporcji „ciała doskonałego” – adaptacji „greckiego ideału”. Sandow starał się budować swoją sylwetkę w ramach powyższych proporcji.  Uważany jest za ojca współczesnej kulturystyki, ponieważ jako jeden z pierwszych sportowców, celowo rozwijał swoją muskulaturę do z góry określonych wymiarów. W swoich książkach „Strength and How to Obtain It” oraz „Sandow’s System of Physical Training”, Sandow określił konkretne zalecenia dotyczące masy ciała i powtórzeń, aby osiągnąć proporcje „idealne”. Wynalazł różne urządzenia, takie jak gumowe taśmy do rozciągania i hantle sprężynowe do ćwiczeń nadgarstków. Sandow podczas show nakładał na ciało grubą warstwę kredy, zabieg ten miał nawiązywać do wyglądu antycznych posągów. W 1901 roku Sandow zorganizował pierwszy na świecie duży konkurs kulturystyczny w londyńskim Royal Albert Hall. Wydarzenie okazało się komercyjnym sukcesem, sala nie mogła pomieścić wszystkich chętnych. Trzema sędziami, którzy przewodniczyli konkursowi, byli: rzeźbiarz Sir Charles Lawes, autor Sir Arthur Conan Doyle i sam Sandow. Co ciekawe, relacje prasowe opisujące wydarzenie nie przedstawiały Sandowa jako „najsilniejszego mężczyzny”, ale człowieka o „najbardziej idealnym ciele na świecie”.

The Sandow Trocadero Vaudevilles, 1894, domena publiczna

W 1865 r. Amerykanin z Bostonu, George Barker Windship (1834-1876), opatentował żelazne hantle przeznaczone do ćwiczeń. Windship jest uważany za pioniera kulturystyki i propagatora treningów siłowych z ciężarami. Ukończył z wyróżnieniem studia medyczne, dzięki którym zdobył wiedzę na temat anatomii i wydolności ludzkiego ciała. Stworzył jedną z pierwszych na świecie siłowni: w opuszczonym magazynie zgromadził zaprojektowane przez siebie konstrukcje pozwalające na ćwiczenie wyizolowanych partii mięśni. W sąsiedztwie sali ćwiczeń otworzył gabinet lekarski, w którym przyjmował pacjentów. Zwykle mówił im, że gdyby spędzali dwa razy więcej czasu na ćwiczeniach w jego magazynie, to spędzaliby go cztery razy mniej w gabinecie. Windship uznawany jest za twórcę pierwszej maszyny, w której można było zmieniać parametry obciążenia, tak jak ma to miejsce we współczesnych siłowniach.

Bernarr MacFadden jako Dawid Michała Anioła. Fot. Napoleon Sarony, domena publiczna.

W 1905 roku przedsiębiorca Bernarr MacFadden (1868-1955), (będąc pod silnym wpływem sukcesów Sandowa) otwiera miejsce, które nazwał „Physical Culture City”. Miasteczko kulturysty fizycznej ulokowane w Spotswood, koło New Jersey,0000 miało zostać ośrodkiem propagującym codzienną aktywność fizyczną. Mottem osady było: „Słabość to zbrodnia! Nie bądź zbrodniarzem!”. Na terenie nie można było kupić wyrobów tytoniowych, alkoholowych i farmaceutycznych. Wszystkie sklepy, które zbudował tam MacFadden sprzedawały „żywność naturalną”. Hitem były płatki śniadaniowe o nazwie „Strengthfude„. Osada z salami do ćwiczeń popadła w niesławę, została po dwóch latach zamknięta pod naciskiem purytan. MacFadden był założycielem licznych tabloidów. Po nieudanej próbie kariery politycznej, stworzył i propagował doktrynę religijną – kosmotarianizm, zsyntetyzował w niej Biblię, własny program dietetyczny i kulturystykę.

Pierwsi przedsiębiorczy strongmeni nie zyskali by tak wielkiej popularności bez fotografii. Aby zrozumieć fenomen estetyki kulturystycznego ciała, należy rozpatrywać je nie w ramach żywego pokazu, a fotograficznego wizerunku. Model mógł utrzymywać naprężoną, heroiczną pozę przez moment, fotograf uwieczniał ją na zawsze. Fotografia przełomu XIX/XX ukazująca męskie ciała w heroicznych pokazach nawiązujących do figuratywnych przedstawień antyku i klasycznego malarstwa, w przeświadczeniu twórców, miała być kontynuacją klasycznej estetyki. Estetyka ta niewątpliwie wpłynęła bezpośrednio na późniejsze reprezentacje „ciała idealnego”.

Frank Zane, Wikimedia commons, CC BY-SA 2.0

Złota Era
Zgodnie z ustaleniami historyków sportu „Złota Era Kulturystyki” („The Golden Era Of Bodybuilding”), przypadała na lata 1940-1980. W tym czasie sylwetki zawodników charakteryzowały się kształtem litery „V”  (V-taper, V-shape). Mężczyźni, którzy mogli się poszczycić takim wyglądem to: Arnold Schwarzenegger, Frank Zane, Franco Columbu, Lou Ferrigno, Boyer Coe, Bill Grant, Mike Mentzer, Serge Nubret, Steve Reeves, Reg Park i inni.  Za mekkę kulturystyki lat 50. uznaje się plażę w obrębie Los Angeles – Muscle Beach. Miejsce to, z przerwami działa od lat 30. XX wieku do chwili obecnej. Pod wpływem plażowego środowiska w świecie kulturystyki zapanowała moda na mocną opaleniznę. Kalifornijska subkultura strongmenów, wywarła silny wpływ na popularne przeświadczenie, że umięśnione i opalone ciało, to ciało odżywione i zdrowe. W latach 40. kulturyści amerykańscy przybywający do Europy (w celach wojennych) tracili masę mięśniową, było to związane z reglamentacją pożywienia w tym okresie.

Pod koniec lat 30. w popkulturze pojawia się wizerunek, określany mianem „American Classic Body”, przykładem są komiksowe postacie Supermana i Batmana, ściśle nawiązujące do estetyki kulturystycznej.

W Polsce początków kulturystyki należy doszukiwać się w 1956 roku. Pojawia się wówczas „kultowy” magazyn „Sport dla wszystkich”, redagowany przez legendę polskiej kulturystyki Stanisława Zakrzewskiego. Od 1958 roku pełnił funkcję wiceprezesa w Polskim Związku Podnoszenia Ciężarów i Kulturystyki. Sam Zakrzewski zmierzał do stworzenia odrębnej dyscypliny sportowej, opierającej się nie tylko na budowaniu masy mięśniowej, ale na dążeniu do całościowego rozwoju dobrej sylwetki i sprawności (tzw. polska szkoła kulturystyki). Zaczęto wiec kulturystykę propagować w nowej, oryginalnej formie, tzw. wieloboju kulturystycznego, tj. dyscypliny sportowej, która oprócz elementów tradycyjnej kulturystyki – oceny umięśnienia – zawierała jeszcze konkurencje sprawnościowe i siłowe. Konkurencje kulturystyczne: ocena postawy, ocena pozowania. Konkurencje siłowe: wyciskanie sztangi w leżeniu, przysiady ze sztangą na barkach, przysiady ze sztanga na klatce piersiowej, zarzucanie sztangi na klatkę piersiową, podciąganie na drążku. Konkurencje gimnastyczne: wyskok dosiężny, trójskok obunóż z miejsca.

W roku 1960 Główny Komitet Kultury Fizycznej i Turystyki (GKKFiT) stwierdza, że kulturystyka nie jest sportem i zezwala jedynie na jej rekreacyjne formy, co przez kilka kolejnych lat uniemożliwia organizację oficjalnych zawodów w tej dyscyplinie. Nieoficjalnie natomiast zawody kulturystyczne organizowane były co roku w Sopocie na kortach tenisowych.

Schwarzenegger w muzeum / męskie ciało w „Pasji”
Kulturystyka była i jest silnie wpleciona w praktyki ukazywania ciała jako obiektu. Nie chodzi wyłącznie o sytuacje jaka ma miejsce podczas zawodów (najważniejszym konkursem w tym charakterze jest „Mr. Olimpia”, który odbywa się od 1965r., główna nagroda to statuetka Eugena Sandowa). Umięśnione ciało bywa eksponowane w celach kontemplacyjnych, ku przyjemności obserwatora i obserwowanego. W 1976 roku Whitney Museum of American Art w Nowym Jorku  zorganizowano pokaz, na który zaproszono najsławniejszych bodybuilderów, wśród nich znalazł się Arnold Schwarzenegger. Muzeum zorganizowało wówczas serię wykładów na temat wizerunku ciała w estetyce antyku. Wydarzenie to przeszło do historii sztuki, ale też historii sportu, uważane jest za hołd złożony w stronę profesjonalnych kulturystów. W późniejszym okresie, wraz zmianą optyki krytyki sztuki, kulturystykę coraz rzadziej łączono z antykiem, a następcom Schwarzeneggera nie udało się dostąpić podobnej nobilitacji.

14 grudnia 2001 roku, w gdańskiej Galerii Wyspa, Dorota Nieznalska wystawiła instalację zatytułowaną „Pasja”. Na pracę składał się film pokazujący ćwiczącego mężczyznę oraz równoramienny krzyż, w który wmontowana była fotografia męskich genitaliów. Obraz wideo zarejestrowany został na siłowni. Przedstawia ujęcie męskiej twarzy (kadr do góry nogami) w momencie napięcia i ekstremalnego wysiłku. Obraz jest kolorowy, bez dźwięku, nagrany w zwolnionym tempie, w pętli. Praca odnosiła się miedzy innymi do „powszechnie panującego wzorca kulturowego, stereotypu męskości – współczesny mężczyzna poddaje się fizycznej męce ćwicząc, dyscyplinując na siłowni ciało i traktując je często jako sacrum” – tak komentuje swoją pracę artystka. Stworzenie „Pasji” skończyło się dla Doroty Nieznalskiej skazaniem w najgłośniejszym procesie dotyczącym obrazy uczuć religijnych w historii współczesnej Polski. W 2019 „Pasja” ostatecznie została sprzedana za kwotę 420.000 pln. Po raz pierwszy zapłacono w Polsce tak wysoką kwotę za pracę, której elementem jest sztuka wideo.

Osiedlowy koks w klubie fitness
Ciekawym zjawiskiem w współczesnym zainteresowaniu aktywnością na siłowni jest fakt, że większość osób twierdzi, że ćwiczy wyłącznie dla zdrowia i dobrego samopoczucia, poprawy sylwetki. Dzieje się tak pomimo, że bywalcy siłowni podlegają rygorom diety i trzymają się reżimowych programów ćwiczeń. Mało kto identyfikuję się z kulturystyką i ideami bodybuilding. Na ten stan rzeczy ma wpływ kilka przekonań. Jednym z nich jest przeświadczenie o tym, że kulturystyka jest silnie wpisana w ramy scenicznego widowiska i współzawodnictwa. Diametralnej zmianie uległo również wyobrażenie na temat siłowni jako przestrzeni społecznej.

Kulturystyka, a co za tym idzie siłownie, jeszcze dwadzieścia lat temu (o czym milczą sportowe magazyny), była aktywnością społecznie „podejrzaną”. Fascynacja mężczyzn ćwiczeniami mającymi w efekcie wyłącznie doskonalenie ciała, konsumpcja magazynów kulturystycznych, szczególnie w kulturze zachodniej,  była wiązana ze skazą narcystyczną, bigomanią i homoerotyzmem (gym bunny). Szwarceneger w dzieciństwie, McFadden w dorosłym życiu, spotkali się z ostracyzmem i przemocą w związku z tymi przeświadczeniem. W przypadku kobiet ćwiczących siłowo pojawiał się zarzut o przekroczeniu „naturalnego porządku płci”, oskarżenie o dewiacyjną transgresję. W polskim kontekście doby transformacji, jakże różnym od kontekstów kultury zachodniej, przestrzeń siłowni również lokowano w „sferach cienia”: szemranych interesów, zorganizowanych grup przestępczych, za stereotypowych bywalców uważani byli ochroniarze dyskotek i osiedlowe „koksy”. Dochodzi jeszcze kwestia dopingu. „Śniadanie mistrzów” – określano tak niegdyś sterydy anaboliczne. Za „steryd doskonały” okrzyknięty został dianabol. W Polsce powszechnie używany był metanabol, sympatycznie zwany „mietkiem”. Można było go dostać bez recepty, a po obostrzeniach w sprzedaży, siłownie stały się niejawnym punktem obrotu. Niechęć do siłowni, wśród przedstawicieli klasy średniej, związana była silnie z praktykami widzenia, a nawet rolą wzroku w konstruowaniu relacji społecznych. Istotne są nie tylko wyobrażone obrazy przedstawicieli bywalców siłowni, ale także praktyki rozpoznawania jednostek jako przynależnych do określonych grup społecznościowych. Należy pamiętać przy tym, że tożsamość jednostki wykształca się, jak pokazało wielu badaczy i badaczek, poprzez zetknięcie z różnicą, zatem w odniesieniu (również wrogim) do innych tożsamości. Antropolog Adam Paluch nie szczędził kulturystyce zjadliwej krytyki:

„Kulturystyka wpisuje się dzisiaj wyraźnie w to, co określa się powszechnie „modą na ciało”. Kształtuje się typ człowieka, który redukuje siebie do własnej cielesności – ta jest dla niego najistotniejsza. Ulega dysmorfobii – ciału jeszcze „czegoś” brak, jeszcze nie jest dostatecznie atrakcyjne, mięśnie są słabo „zdefiniowane”, stale trzeba nabierać masy i „rzeźbić”, „rzeźbić” bez końca. Popada w bigomanię i bez lustra już żyć nie potrafi, bowiem stale musi „śledzić swoje ciało, czy i jak rośnie. Z tresera własnego ciała, na którym wymuszał dotąd odpowiednie kształty (wg wzorców płynących ze świata). Przemienia się stopniowo w jego sługę, niewolnika – to ono teraz nad nim zaczyna panować i wymuszać odpowiednie kroki. Już nie może przestać je ćwiczyć, bowiem ono stale się tego domaga: żąda poprawy, jest stale niezadowolone z efektów, a każde zaniedbanie… lepiej o tym nie myśleć. Ale przecież ta zabawa chyba na myśleniu nie polega”.

Prawie trzy miliony mieszkańców Polski, bo tyle według badań ilościowych, korzysta z siłowni, musi myśleć inaczej. „I coś w tym jest, bowiem w latach 90. siłownie, także w wielkich miastach, jak Warszawa czy Wrocław, przypominały raczej fankluby kulturystyki niż miejsca, gdzie naprawdę każdy mógł zadbać o swoją sylwetkę. Jednak lata 90. to nie tylko „szalone” czasy, ale i te wielkich przemian. Także w nas samych.” – pisze dziennikarz Tomasz Golonko w 2015 roku. Jedną z pierwszych sieci siłowni, która zaistniała na mapie Polski, ale także w wyobraźni Polaków jawiła się jako „nowa jakość” i część „dobrego stylu życia”, była sieć Gimnasion Fitness. Pierwszy człon nazwy zdradza jeszcze sympatie do antyku, drugi: „Fitness” nie kojarzył się z siłownią przy basenie, w piwnicy bloku czy garażu, to towarzyski klub i miejsce dbania o siebie. W czasach prosperity, czyli między 2004 a 2007 rokiem, siłownie te odwiedzało regularnie 24 tysiące Polaków. Co ważne, druga połowa posiadała karnety, ale z nich nie korzystała. Wniosek? Już wtedy nie do końca chodziło o wysiłek fizyczny, ale fakt, że w wymiarze symbolicznym należy się do pewnej formacji kulturowej. Współzałożycielem Gimnasion był Mariusz Czerkawski, który stał się także ambasadorem marki i magnesem przyciągającym kolejnych klientów. Z przytoczonych historii „żelaznego sportu” wiemy, że sportowcowi w kwestii dbania o siebie można zaufać. Pojawienie się standaryzowanych, globalnych sieci klubów fitness, poprzedziło przekonanie, że siłownia to nie domena strongmanów, ale wszystkich, którzy chcą dbać o sylwetkę. Albo przynajmniej sprawiać takie wrażenie. Bez względu na wiek, płeć czy status społeczny. I to bardzo szybko wyczuli twórcy sieci i im podobni. Pod koniec roku 2019 liczba klubów fitness w Polsce wyniosła ponad 3,5 tys., a korzystało z nich 2,84 mln kobiet i mężczyzn. Według szacunków rynku, do roku 2020 liczba miała wzrosnąć do 4 mln osób, z czego dużą część miały stanowić osoby starsze.

Siłownia Crossfit, fot. IKjub, 2016, Wikimedia commons, CC BY-SA 4.0

Siłownia i projekt idealnego „Ja”
Tożsamość jest nieustającym procesem wytwarzania i przetwarzania, jej płynny status nie oznacza, że nie nabiera ona nigdy znamion stabilności. Nasza tożsamość nie zmienia się radykalnie z dnia na dzień. Tę powłokę zapewnia tożsamości narracja, dzięki której nabiera ona pewnej trwałości i stabilności, to dzięki opowieściom przedstawiamy naszą historię sobie i innym. Siłownia stwarza przestrzeń społeczną, w której można eksperymentować z własnym wyglądem fizycznym ale i z tożsamością. Ciało wciągane jest w refleksyjny projekt „Ja”. W siłowni ludzie mogą wypróbować różne pozycje tożsamościowe. Pojawia się przekonanie o „pracy nad sobą”, ale też z innymi. W przestrzeni siłowni niekontrolowane ciało podlega autokontroli, zarówno w wymiarze fizycznym jak i symbolicznym. Zostaje przeniesione ze sfery natury (bezrefleksyjności, chaosu, automatyczności), w porządek kultury (zagospodarowania, kontroli, prawa, świadomości). Siłownia oferuje ludziom narzędzia umożliwiające zmianę i manipulowanie ciałem. Owa zmiana może odbywać się w kilku kierunkach. Efekt aktywności najwyraźniej dostrzec można w obrębie binarnego pola: przyrostu (masa mięśniowa) i redukcji (tkanka tłuszczowa). Techniki opracowane w siłowni pozwalają na wyrażanie pewnych pragnień w tym samym czasie, kiedy są one kontrolowane i utrzymywane w pewnych granicach. Paradoksalnie podczas ćwiczeń,  podtrzymywany i odtwarzany jest stosunkowo stabilny porządek, z drugiej strony pojawiają się ciągłe próby jego przekroczenia. Antropolodzy zajmujący się kulturą sportu wskazują jak aktywność na siłowni wpleciona jest w normy moralne. Indywidualny wysiłek, zasługi i odpowiedzialność są wartościami kulturowymi, które kształtują sposób, w jaki postrzegamy siebie, innych i świat. Wciąż opowiadamy historie o ciężkiej pracy nad sobą, indywidualnym wysiłku i odpowiedzialności jako przyczynie sukcesów lub porażek. Nawet jeśli to przeświadczenie nie jest prawdziwe, to nadal stanowi jedną z najbardziej dominujących narracji w świecie Zachodu. Przestrzeń siłowni daje nam możliwość, aby te historie ucieleśniać.

Autor: Patryk Pawlaczyk

Projekt „Rzeczy kultowe” dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury w ramach programu „Edukacja kulturalna” na lata 2018-20 oraz współfinansowano przez Samorząd Województwa Mazowieckiego.

 


Żródła:
Andreasson, J., & Johansson, T. (2014). The Fitness Revolution. Historical Transformations in the Global Gym and Fitness Culture. Sport Science Review, 23(3-4). doi:10.2478/ssr-2014 0006
Eric Chaline, The Temple of Perfection: A History of the Gym, Londyn 2015
Thomas Johanson, Gendered Spaces: The Gym Culture and the Construction of Gender, Young Volume: 4 issue: 3, page(s): 32-47, 1996
Adam Paluch, Sport (?) z filozofią w tle, Zeszyty Etnologii Wrocławskiej nr1(4), Wrocław 2002
Magda Szcześniak, Normy Widzialności. Tożsamość w czasach tranformacji, IKP, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2016
Pamela L. Moore, Building Bodies, Rutgers University Press, New Jersey, 1997
Adam Looks, Niall Richardson, Critical reading in body building, Nowy Jork, 2012

Żródła internetowe:
http://nieznalska.com/
https://www.branzafitness.com/
https://natemat.pl/135763,silownia-to-nie-miejsce-to-stan-umyslu
https://kulturystyka.pl/
https://przekroj.pl/kultura/greckie-cialo-miec-by-sie-chcialo-wojtek-antonow

2020

2019

2018

2017

2014