Beta

Bądź na bieżąco - RSS

Symbolika kobiecości w kulturze Mapuche

25 lipca 2011 | | 1 komentarz

Zapra­szamy do słuchania :)

Maja Mar­ga­siń­ska „Sym­bo­lika kobie­co­ści w kul­tu­rze Mapu­che”. Czyta Michał Maciejewski

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, Tradycja, wystawy
Tagi: , , , , , , , ,

Kultrun, bęben Machi

18 lipca 2011 | | Brak komentarzy

Do posłu­cha­nia o bęb­nie kul­trun, nie­odzow­nym atry­bu­cie Machi, sza­mance ludu Mapu­che z Ame­ryki Południowej :)

Kul­trun, bęben Machi. Anna Ryw­czyń­ska. czyta Michał Maciejewski

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, eksponaty, sztuka ludowa, Tradycja, wystawy
Tagi:

MUZEALNE ZAGADKI: Okno

Mówią, że o świcie tego dnia odle­ciały wszyst­kie okna. Pierw­sze pode­rwały się do lotu okna ple­ba­nii, krą­żąc nad pla­cem zwo­ły­wały na zbiórkę towa­rzyszki. Jedno za dru­gim wyrwały się wszyst­kie i sta­wiły się na wezwa­nie prze­wod­ni­czek, łącząc się w wibru­jące ogo­nia­ste stado. Potem na dany przez nie znak odle­ciały wszyst­kie na zachód. Sunęły nisko bijąc okien­ni­cami w wol­nym ryt­mie sze­ro­kiego i spo­koj­nego lotu, jak dzi­kie gęsi. Wiatr gdy je prze­ni­kał, wydo­by­wał z nich gwizd jak z zie­lo­nych pta­ków. Bar­dzo szybko zbli­żyły się deli­katną linią w locie ku morzu. Domy z pustymi oczo­do­łami ogło­siły kapitulację.”

Anto­nio Tabuc­chi, Piazza d’Italia, Milano1975; Plac Wło­ski, War­szawa 1983

 

Co otwiera muze­alne OKNO ?

Imma­nentna cecha okna to otwie­ra­nie i zamy­ka­nie prze­strzeni oddzie­la­ją­cej sferę domową od obsza­rów znaj­du­ją­cych się poza nią. Okno usta­na­wia gra­nicę tego co wewnątrz od obszaru zewnętrz­nego, swoje od obcego. Okno z wlep­kami, z pobli­skiego gma­chu Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych przy Kra­kow­skim Przed­mie­ściu 5 (Wydział Gra­fiki od strony ulicy Trau­gutta) przez lata poza swą pod­sta­wową funk­cją, odgry­wało dodat­kową rolę. Od lat 90.XX w. stało się płasz­czy­zną na któ­rej wlep­ka­rze pozo­sta­wiali na trwałe ślady swo­ich arty­stycz­nych czy para arty­stycz­nych wypo­wie­dzi. Szyby auto­bu­sów i tram­wa­jów przyj­mo­wały wlepki, ale żywot ich bywał ogra­ni­czony, okno budynku zapew­niło im pewną trwa­łość. Z pew­no­ścią nie bez zna­cze­nia był fakt iż okno nale­żało do „przy­bytku sztuki” i nikt wle­pek tu nie usu­wał. W roku 2003 miała miej­sce w gma­chu ASP wymiana sta­rych okien na nowe i wszyst­kie okna – jak każda zużyta i nie­po­trzebna rzecz miały tra­fić tam gdzie ich osta­teczne „prze­zna­cze­nie”, czyli na śmiet­nik. Stało się ina­czej – Okno z wlep­kami tra­fiło do zbio­rów Pań­stwo­wego Muzeum Etno­gra­ficz­nego w roku 2008 i stało się muze­alium o nume­rze inwen­ta­rzo­wym PME 56958.  Udało się dzięki szyb­kiej inter­wen­cji. Zain­ter­we­nio­wał prze­mie­rza­jący codzien­nie ulicę Trau­gutta jeden z wiel­kich tego muzeum — Piotr Szacki. Udało się ura­to­wać tylko jedno okno. Ekipa doko­nu­jąca wymiany była szyb­sza, Muzeum ASP nie wyra­ziło zain­te­re­so­wa­nia tym odcin­kiem swo­jej historii.

Wlepki były przed­mio­tem jed­nej z fascy­na­cji Pio­tra Szac­kiego. Przez lata obser­wo­wał jak się roz­ra­stają, anek­tu­jąc kolejne wolne prze­strze­nie okienne. Wlepki pochło­nęły okna, które nie były już tym samym – zwy­kłymi taflami okien­nymi. Stały się arte­fak­tem, dla antro­po­loga kul­tury inte­re­su­ją­cym.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, Bez kategorii, eksponaty, EtnoWarszawa, muzeum, Warszawa, wystawy
Tagi: , , , , , , , , , ,

Gotuj się na potrawy regionalne — zupy na lato

CHŁODNIK LITEWSKI.

Litrę soku z kwa­śnych ogór­ków i dwie litry kwa­śnej śmie­tany wymie­szać dobrze i posta­wić na lodzie. Wło­żyć do tej śmie­tany z sosem ogór­ko­wym, dwa świeże ogórki obrane z łupki i pokra­jane w cien­kie pla­stry ; wło­żyć także szyjki rakowe, poprzed­nio przy­go­to­wane kawa­łek pie­czo­nej kury lub cie­lę­ciny w kostki pokra­ja­nej, kilka jaj ugo­to­wa­nych na twardo i w pla­stry pokrajanych.

Pokra­jać drobno botwinę z kilku bura­ków, kilka szpa­ra­gów, tro­chę groszku zie­lo­nego i ugo­to­wać to wszystko w sło­nej wodzie.
Po ugo­to­wa­niu, wodę odce­dzić a jarzynę wło­żyć do śmie­tany. Następ­nie wymie­szać wszystko razem bar­dzo dobrze i zanieść do piw­nicy do ochło­dze­nia. Przy dawa­niu na stół wsy­pać tro­chę szczypiorku.
Przy zupach nie ozna­czamy pro­por­cyi, gdyż naj­lep­szą pro­por­cyą jest zasto­so­wa­nie garnka do ilo­ści osób, rachu­jąc zawsze ćwierć litry na jedną osobę, czyli litrowy gar­nek na osób cztery.
Przy roso­łach i wszel­kich zupach trzeba uwa­żać, aby samego płynu było ćwierć litry na osobę, pomnąc na to, że mięso zaj­muje dosyć miej­sca w garnku.
 
[Prze­pisy z: „Kucharka pol­ska czyli szkoła goto­wa­nia tanich, smacz­nych i zdro­wych obia­dów zebrana przez Flo­ren­tynę i Wandę”].

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, potrawy regionalne, Tradycja
Tagi: , , , ,

Inkowie podbijają turystów

Jak powszech­nie wia­domo, wraz z przy­by­ciem Hisz­pa­nów na kon­ty­nen­cie połu­dnio­wo­ame­ry­kań­skim zago­ściła ‘jedyna słuszna wiara’. Ponie­waż jed­nak uparty lud nie chciał tak łatwo zgo­dzić się na przy­mu­sowe oświe­ce­nie i wciąż czcił swoje bóstwa, nale­żało doko­nać spryt­nego zabiegu i święta miej­scowe połą­czyć z chrze­ści­jań­skimi, tak by Chry­stus na krzyżu nie­po­strze­że­nie zastą­pił bogów indiań­skich. Czy chwyt się udał czy nie — kwe­stia sporna. Do tego celu zostało też wyko­rzy­stane, nie­dawno obcho­dzone, Boże Ciało, które w Peru usta­no­wiono w miej­sce święta zwa­nego Inti Raymi. Uro­czy­stość ta, orga­ni­zo­wana z oka­zji prze­si­le­nia zimo­wego, miała na celu uczcze­nie (jak sama nazwa wska­zuje) Inti, czyli boga-Słońca. W cza­sie kil­ku­dnio­wych obcho­dów skła­dano mu ofiary z lam i chi­chy, czyli rodzaju napoju alko­ho­lo­wego wyra­bia­nego na ogół z kuku­ry­dzy, oraz bła­gano o jego przy­chyl­ność, to od niego w końcu zale­żała obfi­tość zbio­rów. Obchody zostały jed­nak ofi­cjal­nie zaka­zane jako kult pogań­ski sto­jący w sprzecz­no­ści z dok­tryną Kościoła.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , ,

Co robi etnolog pod mostem?

Co robi etno­log pod mostem?

Nie, nie wylą­do­wał tam z powodu braku pracy, choć dzięki pew­nej roz­mo­wie wie, że są tam i tacy, któ­rzy z tego powodu pomiesz­kują w oko­licy. Jest to jed­nak temat na osobny wpis… Powiedzmy, że zawiódł go tam jego antro­po­lo­giczny nos. Prze­jeż­dża­jąc regu­lar­nie na rowe­rze pod mostem Grota-Roweckiego zaob­ser­wo­wał pewne oso­bliwe ślady zacho­wań – białe plamy magne­zji na ścia­nach. Otóż oka­zało się, że część war­sza­wia­ków wal­czy tam z gra­wi­ta­cją i wła­snymi sła­bo­ściami wspi­na­jąc się po przy­czół­kach mostu. Moż­liwe jest to tylko dzięki temu, że w cza­sie budowy (1976–81) ktoś zadbał o archi­tek­to­niczny detal i wyło­żył ściany zako­twi­cze­nia prze­prawy kamien­nymi pane­lami (bonio­wa­nie), które świet­nie nadają się do wspi­nacz­ko­wego tre­ningu (tra­wers). Są bowiem z twar­dego i dość szorst­kiego kamie­nia co wzmaga tar­cie, a to wspi­na­czom bar­dzo odpo­wiada. O resztę zadbała już brać wspi­nacz­kowa. Opi­sała na ścia­nach chwyty two­rząc ich lokalną topo­gra­fię i nadała war­tość  ścia­nom – łatwiej­sza, trud­niej­sza. Widać też, że dba o względną czy­stość naj­bliż­szego oto­cze­nia – bo co to za przy­jem­ność wspi­nać wśród nie­do­pał­ków i potłu­czo­nych bute­lek i żyje chyba w zgo­dzie z gra­fi­cia­rzami, któ­rzy pozo­sta­wili na ścia­nie kilka zna­ków obec­no­ści. Zale­tami ścian pod mostem są: dar­mowy dostęp (ostat­nio nawet poli­cja prze­stała ich stam­tąd prze­ga­niać), i fakt że jest na powie­trzu, czy świe­żym…? To już inna kwe­stia.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, EtnoWarszawa, Warszawa
Tagi: , , ,

Etno — notatki z podmiejskiej chatki. Język podróży

28 czerwca 2011 | | 4 komentarze

Język podróży wyzna­cza jej  rytm, a jed­no­cze­śnie ener­gia podróży kształ­tuje mimo­wol­nie słowo towa­rzy­szące wędrówce. Opis podróży pod­miej­skiej to mie­szanka opisu ‘życia tram­wa­jo­wego War­szawy’ w Złym  i sie­lan­ko­wo­ści wspo­mnień waka­cyj­nych wypa­dów pro­du­ko­wa­nych przez wieki przez róż­nej maści lite­ra­tów. To osza­ła­mia­jąca woń kwia­tów aka­cji i bzu  vs draż­niąca noz­drza mie­szanka potu i mixu dez­odo­ran­tów, gdy ścisk prze­suwa ci żebra do torby sąsiada  i  gdy– nie wie­rząc wła­snemu szczę­ściu – opa­dasz na wolne miej­sce.  To rów­nież wspól­nota prze­żyć, wspól­nota lek­tur i słow­nych potrą­ceń (‘można tu?’, ‘zajęte, tak’, ‘ależ pro­szę się prze­su­nąć’!), for­ma­lizm wpra­wio­nego w służ­bowy ruch kon­tro­lera bile­tów i  toczące naszą podróż tajemne kody kier­po­cia (‘1246 lewa-gotów!’).

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, Etno-notatki z podmiejskiej chatki, EtnoWarszawa, Warszawa
Tagi: , ,

MUZEALNE ZAGADKI: Sześć tajemnic deseczki

Deseczka pła­sko­rzeź­biona – znak bartny

Twarde drewno liścia­ste (gru­sza ?) 

PME 42170

Wymiary: dł. 26 cm, szer. 16 cm

 Pierw­sza tajem­nica – kształt

      Wyjąt­ko­wym w skali nie tylko Pol­ski, ale i Europy zabyt­kiem, jest tabliczka pła­sko­rzeź­biona, dato­wana na rok 1773, przy­pusz­czal­nie jedyny taki zaby­tek w Polsce.

Formą przy­po­mina dzi­siej­szą zwy­kłą deskę do kro­je­nia. Nie znamy ana­lo­gii tego rodzaju obiektu ze względu na brak rysun­ków i opi­sów w lite­ra­tu­rze oraz brak przed­miotu w zbio­rach muzealnych.

Druga tajem­nica – przeznaczenie

      Przy­pusz­czal­nie – tabliczka z sym­bo­lami miej­sco­wego sto­wa­rzy­sze­nia słu­żyła jako znak bartny słu­żący poprzez obe­sła­nie do zawia­do­mie­nia człon­ków brac­twa bart­ni­czego o zebra­niu lub sądzie. Ten fakt znany jest z lite­ra­tury przed­miotu. Bart­nicy na danym tere­nie two­rzyli brac­twa odwo­łu­jące się do prawa zwy­cza­jo­wego. Zatwier­dzane były przez wła­dzę pań­stwową. Bart­nicy spo­ty­kali się, by roz­strzy­gać o waż­nych spra­wach; zatwier­dzano trans­ak­cji han­dlowe pomię­dzy bart­ni­kami, kwe­stie opieki nad rodzi­nami zmar­łych człon­ków, oraz wyda­wano surowe wyroki prze­ciwko tym, któ­rzy dopu­ścili się gra­bieży barci.

Czy­taj całość »

Kategorie: Antropologia kultury, badania terenowe, eksponaty, Historia, muzeum, sztuka ludowa
Tagi: , , , , ,

El día de las mulas, czyli co meksykański muł ma wspólnego ze świętem Bożego Ciała

23 czerwca 2011 | | Brak komentarzy

Wszyst­kiego naj­lep­szego, mule!”- takie wąt­pli­wej sym­pa­tii życze­nia można usły­szeć w Mek­syku w dniu Bożego Ciała. Wraz z nimi otrzy­muje się też poda­ru­nek: małą figurkę muła, nie­kiedy obju­czo­nego sakwami lub dosia­da­nego przez męż­czy­znę w tra­dy­cyj­nym stroju. Zabawki te kupuje się głów­nie dzie­ciom, stąd też dzień ten jest cza­sem okre­ślany Dniem Dziecka.

Tylko skąd wziął się taki zwy­czaj i co ma on wspól­nego z kato­lic­kim świę­tem Bożego Ciała? Jak zwy­kle w przy­padku tra­dy­cji ludo­wych ist­nieje kilka wer­sji odpo­wie­dzi na to pyta­nie, od pro­za­icz­nych po zwią­zane z nie­wąt­pliwą inge­ren­cją Siły Wyższej.

Ist­nieje pewna legenda nawią­zu­jąca do postaci świę­tego Anto­niego Padew­skiego. Otóż w cza­sie pro­ce­sji eucha­ry­stycz­nej  jeden z męż­czyzn sto­ją­cych nie­opo­dal zadrwił na głos z Naj­święt­szego Sakra­mentu. Święty Antoni posta­no­wił roz­mó­wić się z nie­do­wiar­kiem: usta­lili, iż zakon­nik nie będzie jadł przez trzy dni, do czego zosta­nie zmu­szony także muł. Po upły­wie wyzna­czo­nego okresu postu na kilka metrów przed zwie­rzę­ciem poło­żono wiązkę siana. Gdy tylko ruszyło w jego stronę święty Antoni odsło­nił Naj­święt­szy Sakra­ment i zawo­łał: „Mule, w imię Boga, przyjdź tu i uwiel­bij swo­jego Stwórcę!”. Zwie­rzę natych­miast zawró­ciło, zgięło przed­nie nogi i  pokło­niło się Eucha­ry­stii.

Czy­taj całość »

Kategorie: Ameryka Południowa, Antropologia kultury, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , ,

Nie ma powierzchni reklamowej dla Nocy Świętojańskiej

21 czerwca 2011 | | Brak komentarzy

Na poczatku był lodo­wiec, który zaczął się cofać; wywo­łało to duże zmiany kli­ma­tyczne a zwie­rzyna prze­nio­sła się na pół­noc. Ludzie też tak zro­bili. Tylko nie­liczni zostali i pró­bo­wali przy­sto­so­wać się do nowego klimatu…

Póź­niej dro­gie dzieci było jesz­cze gorzej– powstały ambient media. Sate­lity śledziły a Google ryso­wały każdy ruch nawet tak mało widoczny jak zma­ina Web 2.0 na 3.0. Ludzie zaczęli uży­wać takich słów jak: mar­ke­ting, spon­so­ring, zarza­dza­nie marką. Coraz mniej czasu poświę­cano prze­szło­ści i tra­dy­cji a wię­cej przy­szło­ścio­wej stra­te­gii roz­wo­jo­wej danego produktu.Nowe czasy, nowe obyczaje.

Ale jak te nowe wia­try inte­lek­tu­alne jesz­cze nie wiały to wię­cej na bosaka się cho­dziło. Niebo było czy­ste i zwie­rzyny w lasach też było wię­cej. Praw­do­po­dob­nie  kobiety miały wtedy nie­zwy­kle piekną barwę głosu. W ogóle ludzie czę­ściej przy wspól­nych sto­łach sie­dzieli i dużo opo­wia­dali sobie nawzajem.

Ponoć ogni­ska tego dnia palili i całymi gru­pami po lasach cho­dzili w poszu­ki­wa­niu zioła czy tam kamie­nia jakie­goś. Zresztą, wbij­cie w wyszu­ki­warkę i się upew­nij­cie o co cho­dziło. Bo ja to tylko taką powierz­chowną mam wie­dzę na ten temat. W końcu to takie bezużyteczne…

Jed­nakże muszę Wam odmó­wić– bez kon­sul­tingu z HRPR nie mogę podej­mo­wać takiej decy­zji. Ja wiem, że można by popra­co­wać nad desin­giem i nawią­zać do naszej ostat­niej kam­pani… Lubię ten Wasz zapał do odnaj­do­wa­nia archetypów!

 Może za rok? Bo w  tym roku na pewno nie będzie powierzchni rekla­mo­wej dla nocy świętojańskiej.

Wasz Mana­ger

Kategorie: Antropologia kultury, EtnoWarszawa, rok obrzędowy, Tradycja
Tagi: , , , ,