pl
Godziny otwarcia:
WT:10:00-17:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB: 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
Godziny otwarcia:
WT:10:00-17:00
PON: Zamknięte
WT: 10:00-17:00
ŚR: 11:00-19:00
CZW: 10:00-17:00
PT: 10:00-17:00
SOB 10:00-18:00
ND: 12:00-17:00
pl

BLOG: Zagubiona dzielnica

Nazwałem ten projekt „Zagubiona dzielnica” – dzielnica rozciągająca się wzdłuż warszawskiej Wisły, od Saskiej Kępy po Zerzeń, Miedzeszyn na brzegu prawym i od Siekierek do Powsina, Powsinka na lewym. To nazwy osiedli objętych doliną rzeki, gdzie przez ponad dwieście lat trwała kultura Urzecza. Gdy myślałem nad tytułem projektu, pojawił się w przestrzeni publicznej pomysł, żeby zbudować nad brzegami rzeki nową, dziewiętnastą dzielnicę przyszłości. „Zagubiona dzielnica” jest dzielnicą przeszłości.

Z okien mojego mieszkania położonego wysoko nad ziemią, na skraju Siekierek, przez lata rozciągał się widok na ogródki działkowe, a dalej na łęgi otaczające most Siekierkowski. Była to spokojna wizja nieodległego od centrum, trochę zapomnianego osiedla. Sześć lat temu wjechały na nie spychacze, stanęły dźwigi wznoszące nowe mieszkaniowe kwartały. Zmieniał się krajobraz. Lubiłem fotograficzne wyprawy po starych dorożkarskich ulicach: Cytrynowej, Daktylowej, Figowej. To były miejsca dotychczas zaniedbane, ale posiadające swoisty klimat lat 50. XX w. Nowa zabudowa wypierała dawne budynki, Siekierki przecięła szeroka Aleja Polski Walczącej. Duża część działek została wykarczowana. Poszukując klimatycznych kadrów pośród często już opuszczonych zabudowań, wpadłem na pomysł, aby zachować wiedzę o tym miejscu w jego dawnym kształcie odwołując się do pamięci jego mieszkańców. Ponieważ Siekierki są częścią mikroregionu etnograficznego, pojawiła się w mojej głowie „Zagubiona Dzielnica” – projekt, który został wsparty miejskim stypendium artystycznym. W 2019 roku zacząłem odwiedzać mieszkańców warszawskiego Urzecza. Naturalnie zdawałem sobie sprawę, że Urzecze rozciągało się jeszcze na tak zwaną odległość targową, czyli około czterdzieści kilometrów na południe, aż po Górę Kalwarię.

 

Na Augustówce, fot. M. Raniszewski

O istnieniu Urzecza było wiadomo już w drugiej połowie XIX w. Nie były to opisy monograficzne, lecz raczej noty o charakterze przyczynkarskim. Niemniej Oskar Kolberg, Kornel Kozłowski i Stefania Ulanowska stwierdzili odrębność kulturową regionu i określili geograficzne ramy Urzecza. A potem na ponad sto lat uległo ono zapomnieniu. Aż 2012 roku Łużycok, ale też antropolog i archeolog, Łukasz Maurycy Stanaszek napisał swoją pierwszą monografię dotyczącą Urzecza – „Na Łużycu, o zapomnianym regionie etnograficznym nad Wisłą”. Powstałe dwa lata później „Nadwiślańskie Urzecze, podwarszawski mikroregion etnograficzny” to już studia pogłębione i uściślające pisownię nazwy mikroregionu. Po licznych konsultacjach, między innymi z językoznawcami, wiemy dzisiaj, że Urzecze jest to termin zalecany do używania w języku ogólnopolskim, natomiast Łurzyce pisane przez „rz” to nazwa gwarowa. Oznacza ona obszar zalewowy, gdzie gleby są regularnie nawożone przez rzekę i stając się wyjątkowo żyzne sprzyjają uprawom. Takie właśnie podmokłe ziemie nadwiślańskie nazywane ługami i stąd też pochodziła nazwa Łużyce pierwotnie zapisywana przez „z” z kropką. Dla odróżnienia od Łużyc leżących na terenie współczesnych Niemiec, przyjęto nazwę pisaną przez „rz”. Mieszkańców regionu nazywamy też Urzyczanami albo Łurzyczanami.

Pomysł był prosty: aparat fotograficzny, dyktafon i oczywiście najpierw research w terenie, czyli wypytywanie czy ktoś, coś wie o Urzeczu i gdzie znaleźć ludzi, którzy je pamiętają. Najprostsza droga do tych informacji wiodła oczywiście poprzez miejscowych proboszczów i pracowników domów kultury. Wyruszyłem w teren pełen nadziei, że znajdę ludzi, którzy powiedzą mi, że są Łurzycokami.                                                                                                                                                                                                                                                                                       Spotkałem takie osoby. Podczas Zielonych Świątek na Urzeczu zorganizowanych przez Wawerskie Centrum Kultury, podeszła do mnie mniej więcej czterdziestoletnia kobieta, która powiedziała „jestem Łurzyczanką, a moja ciotka pamięta bardzo dużo o Łurzycu, o potrawach, o stroju…”. Przyznam, że trochę nie wierzyłem w takie identyfikowanie się, bo wiedziałem, że Maurycy Stanaszek wykonał olbrzymią pracę popularyzatorską regionu, która mogła powodować chęć takiej samoidentyfikacji. Ta praca znalazła też znakomity odbiór wśród samorządów i organizacji pozarządowych, które, bardzo Urzeczu stały się przychylne i zaczęły je promować.

Przeprowadzając wywiady poszukiwałem wiedzy o stroju, obyczajach, sposobach gospodarowania i lokalnej kuchni. Pytałem również o gwarowe przysłowia, czy przyśpiewki. Każdego z moich rozmówców pytałem jaka jest jego tożsamość, kim się czuje. Tym sposobem na Siekierkach usłyszałem wspaniałe, jakże dźwięcznie brzmiące samookreślenie – Pani Bożena Petasz, powiedziała, że czuje się Siekierzanką, Marek Kowalski w Wawrze, powiedział że jest mieszkańcem kolonii Borki, a na tych za Wisłą mówi Zawiślaki. A Ci z Powsina na tych z Zerznia też mówią Zawiślaki. Na Saskiej Kępie spotkałem panią Małgorzatę Karolinę Piekarską, potomkinię Olendrów, mieszkającą w sąsiedztwie dawnego domu olenderskiego na ulicy Walecznych 37. Pani Małgorzata powiedziała mi, że jej babcia na swoim nagrobku poleciła wyryć napis: „Tutaj spoczywa mieszkanka Saskiej Kępy”. Z kolei podczas dożynek mieszkańcy Powsina powiedzieli jednoznacznie, że czują się Powsinianami. Zresztą tak się też nazywa znany tam zespół śpiewaczy. Śpiewają o Urzeczu. Ten brak samoidentyfikacji z Urzeczem nie zniechęcał ani też nie zaprzeczał tezie o istnieniu odrębnej kultury. Etnografowie nie dziwią się, gdy ludzie identyfikują się z niewielkim obszarem, że lokalność jest silniejszym motywem budowania tożsamości. Stąd mieszkańcy ponad 40 kilometrowego pasa ciągnącego się wzdłuż doliny środkowej Wisły nie musieli się określać Łurzycanami. Aczkolwiek pewnie czasami tak się zdarzało.

Siekierki, ul. Rodzynkowa, fot. M. Raniszewski

„Zagubiona dzielnica” to projekt nie tylko poszukujący współczesnej tożsamości mieszkańców dawnego Urzecza, to także próba zapisu pamięci, która zachowała się na tych terenach. Chciałem również zobaczyć i zarejestrować krajobraz współczesnego Urzecza. W jaki sposób się zmienił, jak wyglądają tereny zalewowe, łęgi i brzegi Wisły. Pani Petasz opowiadała, że w latach 60. ulica Nadbrzeżna na Siekierkach kończyła się rozległą i modną wówczas w Warszawie plażą. Dzisiaj jest ona całkowicie zarośnięta. W każdym razie pamięć o Urzeczu wciąż istnieje, funkcjonuje w różnych formach i wymiarach. Odwiedziłem dawną nekropolię olenderską przy ulicy Sytej w Wilanowie, o którą dba samorząd dzielnicy. Rozmawiałem z ludźmi, którzy przekazali mi sporo wiedzy, która nie jest tak powszechną wiedzą o Urzeczu. Na przykład w opowieściach kulinarnych regionu najczęściej pojawia się zupa zwana sytochą czy też barszcz chrzanowo-buraczany. Tymczasem pan Marek Kowalski opowiedział mi o barszczu ze śledzia, czy też z ogórków. Dowiedziałem się także, że domniemana zamożność mieszkańców Urzecza, którą zapewniała żyzna mada, nie dotyczyła całego regionu. Państwo Grzelcowie na Siekierkach podzielili się wspomnieniami o wyplataniu koszy z wikliny, które to zajęcie było sposobem na dodatkowy zarobek. Urzyczanie żyli nie tylko z rolnictwa, flisu i wikliny. Jan Piętka, ojciec pani Wandy Grzelec także żył z Wisły. W latach 50. XX wieku był wałowym, czyli osobą która sprawdzała stan zachowania wałów przeciwpowodziowych. Małgorzata Karolina Piekarska opowiedziała mi o swoim przodku, Christianie Neumanie, który był mistrzem tamiarskim.

Pamięć o zagubionej dzielnicy rozciągającej się nie tylko w Warszawie, ale też w okolicznych powiatach: otwockim, piaseczyńskim i garwolińskim, istnieje, choć zanika. Warto ją zachować choćby po to, by być wolnym od uproszczeń, by zdawać sobie sprawę z tego, że na tożsamość współczesnych mieszkańców Warszawy składają się nie tylko słoiki i dawna inteligencja, robotnicy z Woli, oficerowie z Żoliborza, praski proletariat i ludność żydowska.

Urzecze wzbudza emocje. Towarzyszyły mi one podczas realizacji projektu w 2019 roku, ale są obecne również i dzisiaj, bowiem Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie postanowiło zorganizować wystawę o Urzeczu. Ekspozycja, która będzie nazywała się „Nad Wisłą, na Urzeczu” jest obecnie w przygotowaniu, już 22 sierpnia będzie udostępniona zwiedzającym.

Autor: Mariusz Jerzy Raniszewski

2020

2019

2018

2017

2014